ODCINEK PIERWSZY - autor Morgonn
- De Montbalaque pytasz Panie...? - otyły szlachcic skrzywił się i sięgnął po karafkę wypełnioną różowym płynem.
Płomyki świec osadzonych na srebrnym, inkrustowanym świeczniku pełgały po zacienionym alkierzu oberży, przerysowując twarze jego rozmówców. Ten młodszy, siedzący po lewej, kreował się na modnisia, iście cynazyjskiego kawalera, lecz ani jego uroda, ani też wyraźnie skrywany akcent nie pozostawiały złudzeń dla wprawnego oka. Pochodził z Ragady.
Ten drugi, z prawej, był zgoła inny, można by powiedzieć - bardziej zagadkowy. Młokos jeszcze, ledwie mleko pod nosem stracił, lecz w jego zimnym spojrzeniu, w tych bezdennych czarnych oczach nie dane było nic wyczytać. Nie odzywał się co potęgowało otaczającą go aurę tajemniczości. Na szyi nosił kariański krzyż, jedyną ozdobę co jeszcze bardziej kontrastowało go z towarzyszem obwieszonym złotem niczym ołtarz Nostre Verde w Katedrze Chwały w Kindle. Obaj wpatrywali się w szlachcica oczekując aż skończy rozpoczętą kwestię.
- Nie znam nikogo takiego - zełgał upijając wina i bez zmrużenia oka odstawił szkło. W alkierzu atmosfera zagęściła się. Ze wspólnej sali jęły dobiegać stłumione przez ciężką atłasową kotarę odgłosy rozmów. Zegar stojący nieopodal alkierza zaczął wybijać kolejną godzinę.
- Ale znam Pana de Bellem, z którym nigdy się nie rozstaję i wy go poznajcie! - ponad blat okrągłego stolika, przy którym siedzieli wychynęła lufa pistoletu. Otyły trzymał rękę na spuście, zamek był odciągnięty.
- Mówże kawalerze co ci na sercu leży! Jeślim skrzywdził Ciebie bądź bliskich Twoich rozstrzygnijmy ten przeszły spór tu i teraz. Nie mam ochoty kryć się przed przeszłością niczym szczur w swojej norze. - rubaszny uśmiech pojawił się na okrągłej twarzy, usta zwęziły się w grymasie triumfu.
Ragadańczyk spojrzał na tajemniczego współtowarzysza. Tamten, młodszy, dostrzegając to spojrzenie odezwał się nagle.
- Nie chowamy osobistej urazy Panie De Montbalaque. - głos zabrzmiał chłodno - Schowaj broń kawalerze, albowiem mam coś, czego potrzebujesz i to potrzebujesz
bardzo. Otrzymasz to jeśli odpowiedz na parę naszych pytań.
Montbalaque rozparł się na krześle i udał że jest mu obojętne co powie tamtem, choć w głębi duszy nie mógł powstrzymać ciekawości.
- To antidotum na truciznę, którą przed chwilą wypiłeś kawalerze De Montbalaque. Trucizna już zaczęła działać, a działa nad wyraz szybko. W ciągu dwóch godzin będziesz martwy bardziej nawet niźli posągi z pałacu de Breville, chyba że... - tu zawiesił głos - Chyba że zechcesz z nami współpracować.
Montbalaque stłumił wewnętrzny gniew, który w nim narastał. Nie miał wyboru musiał ulec podłemu szantażowi. Skinął nieznacznie głową, odchrząknął odkładając pistolet na stół.
- Tak lepiej kawalerze, znacznie lepiej - tajemniczy jegomość cedził słowa, Towarzyszący mu radagańczyk aż poczerwieniał z radości, nie krył swojej nienawiści.
- Teraz kawalerze De Montbalaque opowiesz nam o systemie tajemnych przejść w pałacu królewskim. Opowiesz nam ze wszystkimi szczegółami, niczego nie zatajając. Siedzący obok Radagańczyk zaśmiał się szyderczo.
***
Nocną ciszę rozdzierał nieustający dźwięk dzwonów dobiegający z Katedry Chwały. Wokół panował gwar i niezwykłe, jak na tą porę dnia poruszenie. Wśród chorobliwej kakofonii dźwięków, nieznośnie świdrujących podatny na nie umysł kawaler Montbalaque z trudem uniósł się na kolana. Ledwie to uczynił, został na powrót zepchnięty do rynsztoka. Grupa rozkrzyczanych ludzi potrąciła go biegnąc ulicą Alder. Gdzieś w oddali niósł się stukot ciężkich butów oraz krzyki. Raz po raz dało się słyszeć odgłosy wystrzałów.
- Wesprzyj się na mnie – poprzez mgłę i majaki Montbalaque dostrzegł zakapturzoną postać. Głos zabrzmiał obco. Peleryna zasłaniała szczegóły ubioru. - Nieznajomy czy nie, pomocy się nie odrzuca. - pomyślał szlachcic. Wsparłszy się na ramieniu obcego, chwijąc się, podniósł się z ziemi.
- Muszę do pałacu. Ostrzec... - z trudem składał zdanie walcząc z zawrotami głowy i spowodowaną przez nie niemocą.
– Słuchaj uważnie. – mówił pozbawiony uczuć głos spod kaptura. – Zbyt późno na to kawalerze. – nieznajomy pozwolił mu oprzeć się na swoich ramionach, samemu ujmując go w pasie. – Twój król w najlepszym razie już nie żyje. Tak przynajmniej byłoby dla niego lepiej. W niczym mu nie pomożesz, ale możesz go pomścić. Jeśli przeżyjesz. Niedaleko stąd jest stancja Huberta. Tam dojdziesz do siebie i przeczekasz najbliższe godziny, przy odrobinie szczęścia może i dni. Później postanowisz, co dalej. Chodźmy zanim ktoś, kto cię tu zostawił rozmyśli się i wróci.
Groźba zabrzmiała realnie. Wsparty na ramieniu nieznajomego Montbalaque ruszył przed siebie, w noc i nieznane.
Nocną ciszę nadal rozdzierał dźwięk dzwonów dobiegających z Katedry Chwały. Gwar i wystrzały powoli cichły. Dwa cienie zniknęły w ciemnym zaułku przy ulicy Alder.
***
Walenie do drzwi. Podniesione głosy. Kawaler de Montbalaque został brutalnie wyrwany ze snu. Szybkim spojrzeniem rozeznał otoczenie. Znajdował się w niewielkim pokoju, sądząc po wyłazie w podłodze najprawdopodobniej na strychu jakiejś kamienicy. Obdrapane ściany i odpadający z sufitu tynk jasno świadczyły o tym, że nie był to dom zamożny. Poza drewnianym łóżkiem, na którym leżał oraz niewielką komodą stojącą przy mały owalnym wykuszu nie było tu nic więcej. Może jeszcze sporo kurzu i pajęczyn.
Leżał ubrany, rapier stał oparty o łóżko. Próbował zebrać myśli, lecz głosy nasiliły się, dosłyszał kilka zdań dobiegających z dołu.
- Szukamy zbiegów. Wczoraj podobno widziano jednego w tej okolicy. - mówił stanowczy, lodowaty głos.
- Nikogo nie widziałem, ani ja ani moja żona. W obawie przed rozruchami okna i drzwi mieliśmy zawarte całą noc. – odparł z kolei łagodny, dojrzały głos.
Chwila ciszy.
- Za doprowadzenie zbiegów jest wysoka nagroda. Nie mniejsza za informacje o miejscu ich pobytu. – kontynuował obcy – Gdybyś o czymś usłyszał lub coś zobaczył...
– kolejna pauza – ...zgłoś się do dowolnego posterunku straży. Trzaśnięcie drzwiami. Cisza.
Montbalaque pchany nieodpartą ciekawością zbliżył się do okna. Na ulicy oprócz szybko przechodzących ludzi znajdowała się grupa strażników miejskich. Najstarszy szarżą, sądząc po insygniach na mundurze, wydawał polecenia. Miał na ramieniu czarną opaskę. Dziwne pomyślał szlachcic i odsunął się w głąb izby. Z zadumy wyrwał go odgłos kroków niosący się po drewnianych schodach. Skrzypnęła klapa wyłazu. Szlachcic chwycił rapier i zamarł w oczekiwaniu.
- Na Jedynego – klapa otwarła się i w otworze w podłodze pojawiła się siwa głowa starego człowieka. Widząc skierowaną nań szpicę rapiera stary zamarł w bezruchu.
– Nazywam się Hubert. Proszę odłożyć rapier i mnie wysłuchać.
Człowiek nie wyglądał na wrogo nastawionego, nie wydawał się również groźny. Montbalaque cofnął się lecz nie opuścił broni.
- Mów zatem. – szlachcic miał straszliwą dziurę w pamięci. Ostatnie zdarzenia, które potrafił przywołać z dnia poprzedniego to wizyta w oberży „Kwiat Lotosu” oraz rozmowa z dziwnymi jegomościami. Później wszystko przesłaniała czarna dziura bez dna.
- Życzliwi ludzie uratowali Pana przed śmiercią i przyprowadzili do nas wczoraj w nocy. – stary był ubrany skromnie i schludnie zarazem. Ręce mu drżały, jedno z oczu pokryte bielmem z pewnością było niewidome. Montbalaque wskazał mu ręką prycz, sam zaś począł kroczyć wokół izby. Stary mówił dalej.
- Wczoraj w nocy miał miejsce zamach stanu. Król Jegomość Jeremy został uprowadzony ze swego pałacu. – Montbalaque nie potrafił powstrzymać zdumienia.
- Kto i po co go uprowadził nie pytajcie bo nie wiem. Mówią iż większość straży w pałacu została przekupiona i zdradziła króla. Ci którzy byli wierni władzy rozpierzchli się, chroniąc swoje życie. Wielu już schwytano. Część zdołała się ukryć... W nocy doszło do walk i rozruchów. Nielicznych w tym jak mniemam Pana, wciąż szukają. To wszystko co wiem.
Zaległa cisza, przerywana tylko odgłosami kroków krążącego po izbie szlachcica. Wkrótce starzec odezwał się ponownie.
- Skrywanie Pana jest dla nas zbyt ryzykowne i...
- Nie będę was narażał – odparł szlachcic – potrzebuje jakiegoś przebrania żeby opuścić wasze domostwo.
- Z tym nie będzie problemu odparł starzec i ruszył w stronę klapy w podłodze. – Proszę za mną.
KONIEC ODCINKA PIERWSZEGO
ODCINEK DRUGI - autor M.M.
Hugon de Mountbalaque niepewnym krokiem wyszedł na ulice. W głowie
szumiało mu od nowych wiadomości. Zamach stanu, rozruchy, tajemnicze
postacie, młodzieniec o czarnym wzroku starca, trucizna. Za dużo tego
wszystkiego, za dużo! Kawaler nie wiedział tego jeszcze, ale to właśnie
tej nocy, na jego głowie pojawiło się owe szare pasemko włosów, które
dodawać będzie powagi jego równie szarym oczom, i które po wielu
latach zjedna mu przydomek Kuanata Kaa – Szarowłosego Wichru.
Tymczasem jednak nasz bohater wracał pośród szkieł i powyrzucanych
przez tłuszczę mebli, a w jego sercu narastało przerażenie. Obrazy w
jego głowie zaczynały się układać w jedną całość i to tak
przerażającą, że umysł z miejsca od niej uciekał. Do tego doszedł
strach o Emilię i Dagoberta. Czy nie ucierpieli w czasie zamieszek? Czy
nic im nie grozi? Czy zdołali się zabarykadować w willi, czy nie
opuściła ich służba? Czy są bezpieczni? Gryzł się straszliwie
kawaler de Mountbalaque wracając do rodziny, a zgryzota w jego sercu
rosła tym bardziej, im więcej przypominał sobie z wydarzeń dnia
poprzedniego. A im więcej sobie przypominał, tym bardziej był pewien,
że Emilia i Dagobert nie będą bezpieczni.
***
„Poczytywałbym sobie za wielki zaszczyt, gdyby Wielce Szanowny Pan
Hugon de Mountbalaque, zechciał uświetnić swoją osobą skromną
kolację, którą planuje urządzić w oberży „Kwiat Lotosu”, dzisiaj
o godzinie siódmej wieczorem. Pragnę wyrazić najszczersze ubolewanie w
związku z tak późnym i niespodziewanym zaproszeniem, ufam jednak, że
niespodzianka którą pozwoliłem sobie przygotować, w całości
zrekompensuje Szanownemu Panu wszelkie niedogodności z tym związane.
Prefekt Policji Królewskiej
Valaris Snark”
- Co o tym sądzisz? – Spytał Montbalaque skończywszy odczytywać
żonie zaproszenie, przyniesione przez służącego o dziwnej,
popołudniowej porze.
- Nareszcie! – Pani Montbalaque z radością iskrzącą się w jej
dużych, niebieskich oczach.- To jasne, że nasze starania w końcu
przyniosły owoce, pan Snark z pewnością zaproponuje ci godne ciebie
stanowisko. Może nawet podprefekturę? – Kawaler roześmiał się,
widząc jak jego żona, zamilkła z upojeniem oddając się pełnym
ambicji marzeniom.
- Oj, odezwała się Matrańska krew, co? – stwierdził z uśmiechem.
- Och, przestałbyś się już zżymać na moją rodzinę i na to, że
moja babka pochodziła z tamtego dziwnego kraju. Nie zapominaj, że Pan
Snark był przyjacielem MOJEGO ojca i gdyby nie ja...
- Już dobrze, dobrze... – przerwał jej z uśmiechem. On też nie
zamierzał być zastępcą kapitana straży pałacowej przez całe
życie.
***
- Jesteś! Gdzie byłeś? Nic ci się nie stało – Pani de Motbalaque
czekała na niego przy wyjściu. Ich dom nie ucierpiał, ale jego
gospodyni miała za sobą ciężką noc. Przekonawszy się, że Hugon nie
jest ranny dodała: Jak spotkanie z Panem Snarkiem?
- Spotkanie... nie odbyło się. – odpowiedział niepewnie.
- No tak prefekt musiał być bardzo zajęty tej strasznej nocy
- Tak, ale... byli inni...
- Snark wysłał kogoś by z zawiadomieniem, że... – urwała, widząc
jego niepokój i dostrzegając w końcu siwy kosmyk włosów, który
właśnie opadł mu na czoło – co się stało?
- Oni chyba nie byli od pana Snarka. Musieli mi dać jakiś narkotyk.
Niewiele pamiętam, przypominam sobie tylko to, że wypytywali mnie o
wejścia do pałacu królewskiego. A teraz to...
Emila zbladła.
- Musisz koniecznie iść do Pana Snarka i opowiedzieć
mu o wszystkim. Pamiętaj, on znał mojego ojca i zawsze był nam
przychylny. Z pewnością wszystko zrozumie, i osłoni cię przed
oszczerstwami lub jakąś gorszą biedą. Szybko, jedź do niego póki nie
jest zbyt późno! Czekaj!- zatrzymała go gdy już się odwracał –
Najpierw się przebierz
***
Wyszedł przebrany w świeże ubranie. Wychodząc miał dziwne wrażenie,
że powinien był pójść zobaczyć syna. Miał przemożną chęć
zawrócić i porozmawiać z nim, ale spieszno mu było do prefektury,
więc obiecał sobie, że zrobi to jak tylko wróci do domu. Jego stangret
zaginął w czasie rozruchów, tak więc odległość dwóch przecznic i
jednego placu musiał pokonać pieszo.
Spokój powoli wracał na piękne ulice stolicy, gmin naprawiał to, co
przez noc zniszczył. Na placu mijał tłum, któremu herold odczytywał
coś na co nie zwrócił uwagi, choć powinien był. Do jego ucha doszły
tylko słowa
„...więc wybierzcie Clair. I nie żałujcie mnie.
Pozostaję otoczony miłością – nawet król nie może żądać
więcej”. Tuż obok kawalera działała historia.
Tymczasem pod siedzibą prefekta policji tłoczył się wokół wejścia
straszliwy tłum, złożony z panów różnego stanu, elegancji, manier i
niestety krzepy, o czym boleśnie przekonali się co słabsi, brutalnie
zgniecieni i wypchnięci z powrotem do punktu wyjścia. Co ciekawe,
większości z nich najwyraźniej to nie przeszkadzało, gdyż natychmiast
rzucali się z powrotem w ścisk, rozpychając się, klnąc i nie
zwracając najmniejszej uwagi na połamane szpady oraz okazywanie jawnego
braku szacunku wobec nich samych, ich delikatnych szat, a często i ich
matek. Także Montbalaque stanął przed owymi Panami, zdecydowany
spróbować swoich sił w tej konkurencji.
KONIEC ODCINKA DRUGIEGO FREE PORNTUBE PORN
http://adultplus.cn/teens/1.jpg http://adultplus.cn/teens/14.jpg http://adultplus.cn/teens/6.jpg
http://adultplus.cn/teens/12.jpg http://adultplus.cn/teens/18.jpg http://adultplus.cn/teens/27.jpg
FREE ASIA PORNTUBE PORN
http://adultplus.cn/asia/1.jpghttp://adultplus.cn/asia/5.jpghttp://adultplus.cn/asia/8.jpg
http://adultplus.cn/asia/12.jpghttp://adultplus.cn/asia/18.jpghttp://adultplus.cn/asia/29.jpg
FREE PORNTUBE ANAL PORN
http://adultplus.cn/anal/1.jpghttp://adultplus.cn/anal/4.jpghttp://adultplus.cn/anal/7.jpg
http://adultplus.cn/anal/10.jpghttp://adultplus.cn/anal/13.jpghttp://adultplus.cn/anal/19.jpg
FREE BLOWJOB PORN
http://adultplus.cn/blowjob/1.jpghttp://adultplus.cn/blowjob/6.jpghttp://adultplus.cn/blowjob/9.jpg
http://adultplus.cn/blowjob/12.jpghttp://adultplus.cn/blowjob/19.jpghttp://adultplus.cn/blowjob/21.jpg
FREE MATURE PORN
http://adultplus.cn/mature/1.jpghttp://adultplus.cn/mature/7.jpghttp://adultplus.cn/mature/18.jpg
http://adultplus.cn/mature/12.jpghttp://adultplus.cn/mature/21.jpghttp://adultplus.cn/mature/29.jpg
FREE PISSING PORN
http://adultplus.cn/pissing/1.jpghttp://adultplus.cn/pissing/9.jpghttp://adultplus.cn/pissing/12.jpg
http://adultplus.cn/pissing/2.jpghttp://adultplus.cn/pissing/6.jpghttp://adultplus.cn/pissing/3.jpg
[url=http://www.nola.com/forums/profile.ssf?nickname=AsteroS]FREE SEX[/url]
[url=http://www.linkedin.com/in/freeporntubexxxaction]PORN DOWNLOAD[/url]
[url=http://yedda.com/people/1868111466612/]FREE TEEN PORN[/url]
15-07-2008, 16:45, pralvarepoifeAre you sure that ur computer not viruses and other *hit?Are you protected from PC-spy?TAKE A LOOK HERE AND SCAN YOUR PC HERE AT OUR SITE!
>>> [url=http://www.telecentre.org/index.cfm?event=user.detail&id=14601]free virus removing software[/url]
free
6-07-2008, 16:16, softwarehttp://edc3b7c192dcd09146597086d2313bd1-t.xjsber.org edc3b7c192dcd09146597086d2313bd1 [url]http://edc3b7c192dcd09146597086d2313bd1-b1.xjsber.org[/url] [url=http://edc3b7c192dcd09146597086d2313bd1-b2.xjsber.org]edc3b7c192dcd09146597086d2313bd1[/url] [u]http://edc3b7c192dcd09146597086d2313bd1-b3.xjsber.org[/u] 47fc705389ea5b6a3a31dcf477e857a0
9-09-2007, 01:45, Jadenhttp://370fea2368e8dc99b6d535fa176669e9-t.ghoiou0.info 370fea2368e8dc99b6d535fa176669e9 [url]http://370fea2368e8dc99b6d535fa176669e9-b1.ghoiou0.info[/url] [url=http://370fea2368e8dc99b6d535fa176669e9-b2.ghoiou0.info]370fea2368e8dc99b6d535fa176669e9[/url] [u]http://370fea2368e8dc99b6d535fa176669e9-b3.ghoiou0.info[/u] 196c3da0ce3e9a23267e7eab02ad2b11
19-04-2007, 16:15, Griffinhttp://dcf84c70ce25f0cc890be3b288f84b8f-t.iu089u.info dcf84c70ce25f0cc890be3b288f84b8f [url]http://dcf84c70ce25f0cc890be3b288f84b8f-b1.iu089u.info[/url] [url=http://dcf84c70ce25f0cc890be3b288f84b8f-b2.iu089u.info]dcf84c70ce25f0cc890be3b288f84b8f[/url] [u]http://dcf84c70ce25f0cc890be3b288f84b8f-b3.iu089u.info[/u] 05c0c9a6b483684e6b2a117816eb27d8
13-04-2007, 13:16, WendellGoogle is the best search engine
15-03-2007, 03:06, mary.rogers@aol.deZ wielką chęcią bym coś napisał, jednakowoż pilne obowiązki, którym muszę się poświęcić skutecznie mi to uniemożiwiają. A i tak mam w sekretarzyku kilka niedokończonych tekstów, którem Panu przyobiecał i które w pierwszej kolejności ukończyc muszę. Na razie więc, pók co, kawalerowi Montbalaque przyglądam się tylko.
18-11-2005, 11:08, KovalMości Koval, a może Waść coś nasmarujesz w ramach kontynuacji? :)
17-11-2005, 20:43, MorgonnBardzo ciekawie się to rozwija. Jestem pod wrażeniem i zżera mnie ciekawość co będzie dalej...
16-11-2005, 11:02, KovalWspaniale Kawalerze. Już nie mogę się doczekać. Jak znam Waszmości tekst od razu będzie mógł trafić na stronę.
4-11-2005, 17:22, MorgonnŚwietny pomysł. Wkrótce przeslę część drugą.
4-11-2005, 12:41, M.M