UWAGA: Tekst poniższy przeznaczony jest właściwie dla Mistrzów Gry. Omawia on szereg tajemnic i sekretów, których odkrywanie może być kanwą wielu przygód. Jeśli jesteś graczem i nie prowadzisz Monastyru może lepiej skonsultować się ze swoim Mistrzem Gry, czy nie chce on wykorzystać tego tekstu. W przeciwnym wypadku możesz popsuć zabawę sobie i innym.
I.
Mam Panie opowiedzieć Ci o cynazyjskiej Tajnej Służbie. Tak, czytałem list od Księcia, w którym wyraża na to przyzwolenie... choć motywów takiej decyzji nie wyjaśnia.
Nie interesują mnie one zresztą. Ja tylko wypełniam swoje obowiązki. Skoro Książę dopuścił Cię do tajemnic królestwa, niczego więcej mi nie trzeba. Dobrze więc, zaspokoję Twą ciekawość Panie. Na tyle, na ile będzie to możliwe.
Zanim jednak rozpocznę moją opowieść muszę Ci Panie uświadomić, że zostajesz dopuszczony do największych tajemnic królestwa Cynazji. Ta wiedza będzie Ci, choć jeszcze o tym nie wiesz, ciężkim brzemieniem. W naszym kraju jest wiele osób gotowych popełnić najgorsze łajdactwo by wejść w jej posiadanie. Czy więc naprawdę chcesz ją poznać? W twoich oczach widzę, że nie cofniesz się.
Zatem posłuchaj...
Większość państw posiada jakiś rodzaj Tajnej Służby, organizacji, której zadaniem jest służyć władzom, zwalczać wrogów Państwa i Króla (o, uwierz mi, to nie zawsze znaczy to samo!) i mieć baczenie na wszystko, co może zachwiać porządkiem. Nie inaczej jest w Cynazji. Posiada ona jedną z najlepszych tajnych służb, która gra w tej samej lidze, co najwięksi na świecie. Gdybym miał wymienić cztery najlepsze takie służby w Dominium jednym tchem wymieniłbym służby Matry, Kordu, Kartiny – i Cynazji właśnie. Nie podejmuję się ustawiania kolejności, pewien jestem jednak, że byłyby to one. O ile jednak odpowiedź na to pytanie była dość łatwa, o tyle wielu ludziom sprawia trudność wymienienie kraju, który posiada piątą w kolejności najlepszą tajną służbę. W zależności, od osoby, którą zapytasz usłyszysz różne odpowiedzi. Jedni wskażą Karę, inni wymienią Agarię, a jeszcze inni - Ligę. Ja udzielę ci jedynej prawidłowej. Krajem, który posiada piątą najlepszą Tajną Służbę w Dominium jest... Cynazja.
Jest to zresztą ten sam kraj, który posiada szóstą...
I prawdopodobnie siódmą...
Nie przesłyszałeś się Panie, choć po Twej minie wnioskuję, żeś bardzo skonfundowany. Widzisz, o ile najwięksi tego świata mają jedną tajną organizację, która zdobywa dla nich informacje, o tyle Cynazja ma ich wiele. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka.
Po pierwsze konkurencja bardzo dobrze wpływa na efektywność pracy. Tajne Służby czując oddech konkurencji bardziej się starają i dostarczają więcej i lepszej jakości informacji.
Po drugie – konkurencja rodzi zazdrość. Służby patrzą więc sobie wzajemnie na ręce, węszą i szpiegują same siebie, słowem szachują się nawzajem uniemożliwiając zrodzenie się w ich łonie spisku. Historia uczy, że Tajne Służby posiadając monopol na cenne informacje szybko zdobywają sobie niezależność stając się zakulisowym graczem w rozgrywkach o władzę. Pamiętasz, co stało się w Lidze w 1526 roku? Owa rewolucja, która zaczęła się zamachem na znienawidzonego króla, a zakończyła proklamowaniem Republiki w rzeczywistości inicjowana była przez spiskowców z Straży Królewskiej, którzy obrócili się przeciwko własnemu Panu. W Cynazji coś takiego jest niemożliwe i nigdy, dopóki żadna z organizacji nie ma monopolu na wiedzę, nie będzie. Królowa, dostaje codziennie kilka raportów. Autorem każdego jest przełożony jednej z Tajnych Organizacji. Nie wiedząc co jest w innych raportach nie może pozwolić sobie na zatajenie bądź pominięcie jakichś istotnych faktów. Dlatego zawsze stara się dostarczyć wyczerpujących informacji. Rozumiesz już Panie, jak to działa? Spiskować przeciwko Królowej w takich warunkach jest naprawdę trudno. Cynazja, ten biedny kraj będący rajem dla rezydentur obcych wywiadów, edenem agentów tajnych, widnych i dwu-płciowych, miejscem pielgrzymek podejrzanych person z całego świata, ma dość spisków, które lęgną się wśród zakładanych przez nich koterii, lóż, konwentów, bractw, towarzystw, konwentykli, stowarzyszeń i sabatów różnej maści. Nie może sobie pozwolić, na komfort ryzykowania spisku w organizacji, która ma ochraniać kraj.
Wreszcie po trzecie, Drogi Panie, zapewnienie wielu źródeł informacji jest koniecznością dla Cynazji. Spójrz na mapę Dominium. Inne kraje mają wielkie armie, są potęgami handlowymi, politycznymi, lub – jak Kartina – duchowymi. Potęga Cynazji polega na dyplomacji. A kluczem do skutecznej dyplomacji jest informacja. Cynazja pierwsza to zrozumiała, stąd pomimo jej relatywnej słabości militarnej odgrywa tak dużą rolę w Dominium. Czasy rycerskich krucjat, kiedy decydowały wiara, męstwo i odwaga dawno już minęły. Dziś nawet najpotężniejszą armię unieruchomić może śmierć lub niezdecydowanie generała. Jedna, jedyna chwila słabości, która gubi wielotysięczną armię. Prawdziwa potęga polega na tym, by znać tę chwilę, znać tę słabość. Prawdziwą władzę daje informacja - Cynazja to wie. I robi z tego użytek.
W naszej ojczyźnie powołano trzy służby, które zajmują się jej bezpieczeństwem. Zanim przejdę do omówienia ich, zwrócę Ci uwagę na pewien ciekawy szczegół. Większość ludzi, którzy interesują się tymi sprawami potrafi podać nazwę wielu Tajnych Służb w innych krajach. Weźmy na przykład kordyjskie - to osławiona Cesarska Służba Wywiadowcza, budząca postrach wśród wszystkich wrogów Imperium i Cesarza. Zwróć uwagę Panie na nazwę tej tajnej służby – „Cesarska” – a wiec powołana przez Cesarza, „Służba” – a więc służąca jemu właśnie, „Wywiadowcza” – a więc zdobywająca informacje, ergo szpiegowska. Nazwa mówi wszystko o jej celach, genezie i przeznaczeniu. Tylko przepełniony pychą i dumą Kord mógł wymyślić na coś takiego. Jak powiedziałby mój obecny przełożony – to gorzej niż błąd; to głupota.
Cynazja nie popełnia błędów, jest też o wiele mądrzejsza i działa w zupełnie inny sposób. Wiele osób mówi o osławionym cynazyjskim wywiadzie, ale czy ktoś wie, że w rzeczywistości są trzy wywiady? Czy ktoś potrafi któryś z nich wskazać, wymienić nazwę któregoś z nich? Gdy usłyszysz te nazwy – zdziwisz się Panie, bo nijak nie wiążą się z prawdziwymi celami do których te instytucje zostały powołane. Oficjalnie realizują zupełnie inne zadania, całkiem nieźle zresztą. Czy coś Ci mówią nazwy: Urząd Zaopatrzenia Armii (czyli intendentura, której oficjalnym celem jest dbanie, by żołnierzom nie zabrakło strawy, koniom spyży a armatom – prochu), Wydział Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych (organizacja policyjna zajmująca się zwalczaniem tajnych lóż) oraz Zespół Doradców Kancelarii Królewskiej (kilku skromnych staruszków służących radą Królowej)? Nazwa żadnej z nich nie wiąże się z działalnością szpiegowską, którą w rzeczywistości się zajmują. Powiem więcej, tylko nieliczni pracownicy tych urzędów wiedzą o rzeczywistych celach własnych organizacji.
Większość zatrudnionych w Urzędzie Zaopatrzenia Armii naprawdę zajmuje się dbaniem o zapewnienie aprowizacji oddziałom. Tylko drobna część pracowników zajmuje się dostarczaniem informacji i koordynacją działalności szpiegowskiej – zwykle pod przykrywką „oficjalnych” obowiązków.
Zdecydowana większość pracowników Wydziału Trzy Zet (bo tak potocznie nazywa się Wydział Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych) naprawdę prowadzi dochodzenia w sprawie tajnych bractw.
Doradcy Kanclerza to prawdziwi profesorowie, duchowni i inni cieszący się zaufaniem społecznym ludzie – tylko kilku dostarcza informacji stricte szpiegowskich. Tak... Cynazyjskie tajne służby pozostają w cieniu, bowiem nasz kraj przyjął zasadę, że najlepszym sprzymierzeńcem ich działalności jest cisza, spokój i brak reklamy.
Pozwól zatem Panie, że omówię pokrótce owe Tajne Służby.
Urząd Zaopatrzenia Armii
Jak już Ci wspomniałem jest to instytucja, która – zgodnie ze swą nazwą – dba o zaopatrzenie armii. W jej gestii jest dbanie o zapewnienie dostaw prochu, armat, mundurów, żywności i wszystkiego, czego potrzeba żołnierzom. Jej zadaniem jest również dostarczanie materiałów budowlanych niezbędnych przy rozbudowie i remontach twierdz oraz umocnień granicznych (choć już sama budowa należy do Urzędu Fortyfikacji). Urząd Zaopatrzenia zajmuje duży gmach w Kindle, blisko Krawędzi i schodów Frenegetta. Panuje tam ciągły ruch, rozgardiasz – wydawało by się, że to prawdziwe targowisko. I tylko niewiele osób wie, że wśród tego szumu i hałasu realizuje się także druga funkcja urzędu, absolutnie tajna – zaopatrywania Armii w rzeczy niematerialne, a mianowicie informacje...
Nota bene - na pewno wiesz Panie, że Cynazja nie należy do potęg wojskowych. Jeśli spojrzysz na dane statystyczne – liczbę oddziałów, armat, okrętów wojennych itp. stwierdzisz, że nasz kraj w poczet najpotężniejszych militarnie państw zaliczony być nie może. Będziesz myślał dokładnie tak jak większość analityków armijnych z wrogich nam państw. I dokładnie tak, jak my chcemy, abyś myślał.
Analiza wielkości armii daje wiedzę pozorną. Gdybyś spojrzał na inne dane – na przykład budżet wydawany na wojsko (oczywiście przykład jest nierealny bo dane dotyczące budżetu armii są po pierwsze tajne, a sam budżet rozbity na dziesiątki urzędów, instytucji i ministerstw nie związanych z Armią) spostrzegłbyś, że Cynazja wydaje na swoją armię nieproporcjonalnie wiele jak na kraj tej wielkości. Z wydatków tych można by wystawić o wiele pokaźniejszą armię. Gdzież więc ona jest?
Mimo, że naszym orężem jest informacja – nie znaczy, że jest ona tańsza niż muszkiety. Większość funduszy jest wydawana na zbieranie wiadomości o armiach innych państw. Interesuje nas wszystko – sojusze (jawne i tajne), sympatie i antypatie, liczebność wojsk, flot, plany mobilizacyjne, plany statków, wydajność stoczni, przebieg szlaków komunikacyjnych i ich słabe punkty, rysopisy i charakterystyki dowódców – słowem wszystko, co ma jakikolwiek związek z armią. Cynazja jest małym krajem, chce więc wiedzieć wszystko o militarnej stronie innych państw Dominium. Na cóż się taka wiedza przydaje? O, mój panie – przydaje się bardzo. Nie masz pojęcia jak bardzo. Widzisz to, co wielkie, nie dostrzegasz tego co małe. Wydaje Ci się, że to co wielkie jest ważne, a to co małe – nieważne. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. Nawet największa armia jest niczym, jeśli w porę nie dowiozą jej kul do muszkietów. Jeśli dowożone są z daleka – wystarczy by jedyny most w promieniu wielu mil został zniszczony, by transport nie dotarł na czas. Słyszałeś na przykład o słynnym kordyjskim tunelu przez góry? Ma strategiczne znaczenie dla tego kraju. Dysponujemy jego szczegółowymi planami, dzięki którym nasi inżynierowie wykryli parę słabych punktów. Wystarczy kilka ładunków prochu (naprawdę niewielkich) by cały ten kordyjski cud świata zawalił się w diabły. Wydłuży to szlaki komunikacyjne o wiele mil. Na wojnie znaczenie mają drobiazgi. Urząd Zaopatrzenia Armii zajmuje się zbieraniem takich właśnie drobiazgów.
W jaki sposób Urząd zdobywa informacje? W każdym kraju znajduje się siatka agentów, werbowanych najczęściej za pieniądze. To oni są krwiobiegiem tej organizacji. Najczęściej werbuje się ludzi mało znanych – przez ręce pułkowego skryby przechodzi cała dokumentacja oddziału, po cóż więc werbować oficerów? Albo na przykład cieśla okrętowy – może dostarczyć szczegółowych informacji o nowobudowanym statku, tak samo cennych, jak gdyby pochodziły od kapitana.
Siatka agentów koordynowana jest przez Rezydenta. To on werbuje agentów, odbiera od nich informacje, przekazuje zadania oraz koordynuje ich pracę. Każdy Rezydent odpowiada za pracę kilku, najwyżej kilkunastu donosicieli. W wielu krajach funkcjonuje więc kilkanaście lub kilkadziesiąt siatek. Nie mają jednak o sobie pojęcia, każda działa niezależnie. Wszelkie kontakty pomiędzy nimi są surowo zakazane. W razie wpadki jednego rezydenta inni mogą spokojnie działać nadal.
Jako ciekawostkę powiem Ci, że zwerbowane przez rezydenta osoby, czyli dostarczyciele informacji często nie wiedzą dla kogo pracują. Na przykład bardzo wielu informatorów jest przekonanych, że dostarcza wiadomości służbom Inkwizycji i przyczynia się do zwalczania deviria (ten sposób pracy nazywamy w żargonie „werbowaniem pod obcym sztandarem”). Czasem agenci pracują za darmo, z przekonania (zdziwiłbyś się Panie jak wielu ukrytych wrogów ma na przykład Cesarz Kordu), nienawiści lub bardziej pokręconych pobudek. Każdy sposób na zwerbowanie współpracownika jest dobry.
Przejdźmy do drugiej Tajnej służby...
Wydział Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych (Trzy Zet vel 3Z)
Jest to część prefektury Policji która przejęła funkcje Miejskich Hufców Porządku i Ładu. Znasz tę nazwę? Czytałeś pamiętnik Luigiego di Barcholo? Cóż, wiesz zatem, że urząd ten jest Policją i trudni się zwalczaniem tajemnych bractw i lóż uprawiających czarnoksięstwo lub mających na celu działania wrogie wobec Królestwa Cynazji. Po części jej kompetencje pokrywają się Inkwizycją, stąd częste konflikty.
Wydział Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych tropi i niszczy tajne loże mogące zagrozić bezpieczeństwu państwa. To jego funkcja oficjalna. Tylko garstka jego pracowników wie o tym, że urząd ten realizuje także drugą funkcję, sekretną i o wiele ważniejszą.
Trzeba Ci wiedzieć Panie, że nazwa Referatu jest nieco myląca, ponieważ najważniejszym celem działania tej organizacji nie jest zwalczanie tajnych bractw drążących życie społeczne Cynazji ale ich infiltracja. Zwalczamy poprzez zdobywanie wiedzy i panowanie intelektualne nad wrogą organizacją. Im więcej wiemy o jej członkach, tym lepiej. Dla nas oczywiście – nie dla nich. Zawsze, w krytycznym momencie taką wiedzę można wykorzystać – na przykład do spektakularnej likwidacji takiej grupy poprzez siły policyjne. Robi się to rzadko, aby dać żer gazetom lub nagłośnić kolejny tryumf „Prawa i Porządku” nad „Niegodziwością i Jedynemu Obmierzłą Herezją”. Częściej jednak po prostu obserwujemy – po cóż ewentualni dysydenci zakładać mają jakieś tajne stowarzyszenia? My proponujemy im gotowe....
Nie masz pojęcia jak bardzo wysoko postawione osoby lubią bawić się w tajne bractwa, spiskować przeciwko możnym tego świata, karmić się mniej lub bardziej mroczną wiedzą z przeklętych inkunabułów. Zdziwiłbyś się Panie, gdybym wymienił nazwiska osób, o których wiadomo, że to robiły. Ostentacyjne łapanie ich na gorącym uczynku, nagłaśnianie całej sprawy oraz surowe karanie to robota zwykłych, rzetelnych, niczego nieświadomych Śledczych, którzy z mrówczą pracowitością tropią codziennie sekretne spiski. Nad nimi jest jednak wąska grupa osób dopuszczonych do tajemnicy okrywającej prawdziwe cele Referatu, do której należę ja oraz – od tej właśnie chwili – Ty. My nie potępiamy. My wybaczamy. I nakładamy pokutę. Kiedy teczka, przechowywana w naszym archiwum, a gromadząca materiały kompromitujące daną osobę jest dostatecznie tłusta, robimy z niej użytek. Taka osoba zaprzestaje działalności wrogiej wobec Cynazji, a my... Zapominamy? Nie – mylisz się Panie. My nigdy nie zapominamy. My dajemy szansę. W zamian za tę szansę osoba taka od czasu do czasu nam pomaga. Opisze przebieg spotkania z ambasadorem Kordu lub wybada jego stosunek do Przedstawiciela Handlowego Balingen. Wypyta dyskretnie o nowego kochanka hrabiny van Essen, albo wywrze nacisk na swojego podwładnego, by nie interesował się tak bardzo sprawą, którą nie powinien. Wszystko zależy od pozycji, którą zajmuje. Oczywiście im wyższa, tym lepiej. A są wśród osób, którym wybaczyliśmy, persony naprawdę sławne... Z pierwszych stron gazet, że tak powiem. (Dlaczego Panie tak się rumienisz? Ech ta młodość...).
Większość z arystokracji całego Dominium zalicza rok lub dwa na najlepszych uniwersytetach Kindle. Nawet ci, którzy nie lubią się uczyć, co jest także częste, wizytują Kindle – np. w czasie karnawału, aby uczestniczyć w słynnych balach i zabawach. Każdy powód jest dobry, by odwiedzić stolicę Cynazji, najpiękniejsze miasto świata. A Kindle, jak napisał jeden dramaturg „to moralny labirynt – musisz być szczurem, żeby się w nim nie zagubić”. To piękna metafora, ale jak to bywa z metaforami – nie do końca trafna. Kindle bowiem to nie labirynt. Przypomina raczej moralną kloakę, w której – tu poeta miał rację -tylko szczury się nie zagubią. Większość odwiedzających gubi się i trafia prędzej czy później do którejś z lóż. A dalej, scenariusz jest zawsze ten sam – teczka puchnie, my z tych stosów papieru formujemy solidny hak, który wbijamy w serce naszego „skruszonego” (tak ich nazywamy w naszym żargonie). I tym hakiem umiejętnie go animujemy.
Że co? Że Pan di Barcholo nic o tym nie pisał w swoim pamiętniku? Cóż – przecież wspominał wyraźnie, że miał dostęp jedynie do materiałów T/3 (oraz korzystając z uprzejmości kilku znajomych z T/2). To co usłyszałeś Panie to wiedza z poziomu T/1. I nie pytaj mnie proszę o poziom T/0. List Księcia o tym nie wspominał. Niech za radę posłuży ci powiedzonko jednego z naszych długoletnich śledczych – „im mniej wiesz, tym krócej będziesz przesłuchiwany”.
Zespół Doradców Królewskich
Jak powszechnie wiadomo jest to kilkunastu mądrych ludzi służących swą wiedzą Kancelarii Królewskiej i samej Królowej. Są w tym gronie profesorowie, mnisi, artyści i architekci. Ba, znajdziesz tam i astronoma. Kryterium przyjmowania do tego grona jest mądrość, przenikliwość i wiedza – nie liczy się pochodzenie społeczne, uroda, znajomości czy inne walory, które często są kryterium przyjęcia do innych gremiów.
Kilka osób z tego grona to „doradcy niezwyczajni”. Obecnie jest ich trzech. Każdy z nich kontroluje swoją własną, liczącą kilkadziesiąt osób, siatkę wywiadowczą szpiegującą wszystko co może mieć jakiekolwiek znaczenie dla bezpieczeństwa Cynazji – ze szczególnym uwzględnieniem Wydziału 3 Zet oraz Urzędu Zaopatrzenia oraz pozostałych dwóch Doradców.
Tutaj chodzi o informacje wewnętrzne, a więc o wiedzę o samej górze tych organizacji, o ich przywódcach – o tym co lubią, czego nie, z kim się kontaktują, kim są ich kochanki (bądź kochankowie) itp. Jeśli na przykład Główny Intendent Urzędu Zaopatrzenia Armii spotka się wieczorem z ambasadorem Kordu– taka informacja na pewno bladym świtem dotrze do kogo trzeba na samej górze. Dlatego Główny Intendent sam to zaraportuje. To przykład oczywiście zmyślony i bezsensowny – ambasador Kordu nigdy nie spotyka się z niższymi rangą oficerami, ale pokazuje jak niebywale stabilny i odporny na wewnętrzne spiski jest cynazyjski system zdobywania informacji.
Tych trzech „doradców nadzwyczajnych” to zazwyczaj osoby z gminu, najczęściej wywodzące się z mieszczaństwa, czasem wręcz z chłopstwa. Tak, tak Panie, rozumiem Twoje oburzenie, ale pozwól mi skończyć. Ludzie z gminu, nawet w Cynazji mogą dojść tylko do pewnego poziomu kariery. Wyżej znajduje się „szklany sufit” – wyższe stanowiska zarezerwowane są dla szlachty.
Wyobraź sobie - taka osoba, zdolna, ambitna – wyniesiona na stanowisko Doradcy, zawdzięcza wszystko temu, kto ją wyniósł. Jest wierna, bo wie, że wraz ze zniknięciem swego protektora na powrót zostanie strącona do poziomu zwyczajnego motłochu (oczywiście, o ile w ogóle go przeżyje). Ten system zapewnia maksymalną wierność. Ale ma jeszcze inne zalety. Jeśli doradca zdradzi albo zawiedzie może po prostu zniknąć. Likwidacja osoby pochodzącej z arystokratycznego rodu na pewno nie przeszłaby niezauważona, a sam rozumiesz, że na tym poziomie karą za zdradę może być tylko śmierć. Każdy doradca posiada tak niebywałą wiedzę, że mogłaby ona rozsadzić królestwo, gdyby była użyta przez obce mocarstwo. Dlatego właśnie chronimy Doradców naszej królowej. I mocno patrzymy im na ręce.
O ile Urząd Zaopatrzenia i Referat Trzy Zet są niejako służbami państwowymi, o tyle Trzech Doradców to wyłączny, prywatny wywiad królowej, podlegający i raportujący tylko jej. Te trzy osoby nienawidzą się nawzajem, a odpowiedni system kar i nagród stworzony przez Miłościwą Panią wzmacnia tylko tę zazdrość i konkurencję. Motywy takiego postępowania wyjaśniłem już wcześniej, nie będę się powtarzał. Normalnie siatki Trzech Doradców działają niezależnie od siebie (i kontrolują siebie nawzajem), należy więc je traktować jako oddzielne organizacje. Dysponują wielkimi zasobami, a ich działalność skupia się przede wszystkim na obszarze Cynazji, co nie oznacza, że dostarczają informacji tylko z kraju. W wyjątkowych przypadkach, na krótki czas i z wyraźnego polecenia królowej Trzej Doradcy łączą siły by wykonać jakieś poważniejsze zadanie lub zdobyć jakieś szczególnie potrzebne informacje. Jak już jednak wspominałem, takie przypadki są absolutnie wyjątkowe, chwieją bowiem wewnętrzną stabilnością Układu. Oczywiście, nie zdradzę Ci personaliów Doradców, a i nie radzę Panie, szukać na własną rękę. Wiedza bywa śmiertelną chorobą, o czym wielu już miało okazję się przekonać....
Tutaj skończę mój przydługi wykład. Jak sam widzisz, w zależności od sposobu patrzenia dostrzeżemy trzy Tajne Służby Cynazji (Urząd Zaopatrzenia Armii, Trzy Zet, Zespół Doradców) lub więcej, jeśli każdego z doradców traktować będziemy oddzielnie. Słucham? Dziwisz się, że nic nie powiedziałem o słynnych cynazyjskich dyplomatach? Nie bez przyczyny. Obiegowa opinia głosi, że każdy cynazyjski dyplomata to szpieg. Każde dziecko ci to powie. Otóż, co może Cię zdziwić, nasi dyplomaci w odróżnieniu od dyplomatów wszystkich innych krajów nie prowadzą działalności szpiegowskiej (co nie oznacza oczywiście, że nie prowadzą działalności tajnej – są to dwa różne pojęcia i należy je rozróżniać). Tak, wiem, że wszyscy im to przypisują – i o to właśnie chodzi. Ma to same dobre strony – skupiają na sobie uwagę kontrwywiadów innych państw, przez co te „prawdziwe” służby, o których Ci opowiedziałem, mają ułatwione zadanie.
Służba dyplomatyczna Cynazji ma zupełnie inne zadania niż szpiegowanie. Określić by je można jako realizację żywotnych interesów Królestwa, dbanie o jego reputację i dobre imię, przekonywanie innych państw do sojuszu z Cynazją, zastraszanie jej wrogów. Dla realizacji tych celów – szczególnie chodzi tu o reputację – nie wskazane jest ryzykowanie skandalu, który niechybnie wybuchłby w przypadku dekonspiracji działalności szpiegowskiej. Wszyscy zastanawiają się jak cynazyjscy dyplomaci szpiegują, że nigdy nie wpadają. Muszą być niebywale sprytni. To pytanie tak bardzo frapuje naszych wrogów, że nie dostrzegają prawdziwego zagrożenia. Nie rozumieją, że dyplomacja jest tak naprawdę narzędziem wykorzystującym informacje. Jest ich konsumentem, nie wytwórcą.
To tyle mój Panie. Że co? Chciałbyś przejrzeć archiwa? Teczki naszych szpiegów, dokumentację rezydentur, meldunki? To niestety niemożliwe. Nawet gdybym chciał, nie mogę Ci ich pokazać. Ale mogę Ci udostępnić nasze materiały szkoleniowe. Oto dwa dokumenty, pierwszy to prawdziwy meldunek sprzed kilku lat – pochodzący z referatu Trzy Zet, a dotyczący pewnej kryptorewolucyjnej grupy inspirowanej przez bardański element wywrotowy. Drugi, to krótka historyjka w którą wpleciony jest kolejny prawdziwy meldunek. Dajemy ją osobom, które chciałyby pracować dla J.W. Królowej przy zdobywaniu informacji. Jeśli po przeczytaniu powiesz mi jakie podstawowe błędy popełnił agent „Taurus”, będę mógł ocenić, czy się nadajesz do Tajnych Służb. Oto ów dokument. I co? Już wiesz?
II.
******
Do: Przełożonego Wydziału IV prefektury Policji w Kindle Referatu Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych.
Sygnatura akt T/2 – 06/378/1574
Dotyczy: Efekty rozpoznania terenowego na terenie okręgu II Kindle. Infiltracja grupy wywrotowej mającej na celu wywołania wśród ludu masowego poparcia dla sprawy bardańskiej.
Kryptonim operacji: " Szczurołap"
Zgodnie z poleceniem służbowym o północy z 12 na 13 kwietnia br. udałem się na rozpoznane miejsce zbiórki podejrzanych.
in situ rozpoznało się co następuje:
Przybyły dwie grupy osób liczące jedna pięć, druga dziewięć osób. Wszyscy byli w stanie mocnego upojenia alkoholowego. Zmuszony sytuacją zażyłem niewielką dawkę alkoholu nie utrudniającą działań operacyjnych. Wśród zebranych, po jąkającym się gardłowym głosie rozpoznałem barona de Rois. Rozpoznanie było utrudnione gdyż wszyscy uczestnicy spotkania w tym wedle zaleceń służbowych, także i ja - nosili maski. Potem przybyła jeszcze jedna zamaskowana persona. Uczestnicy spotkania zwracali się do przybyłego Baronie bądź Duncan przy czym w trakcie powitania dodawali najprawdopodobniej jego nazwisko rodowe: Duncan Bra Hu . W mocno pijanym głosie owego rozpoznałem silny bardański akcent.
Następnie towarzysząc wspomnianej grupie udałem się w zaułek ulicy Pawiej gdzie zeszliśmy do piwnic pod lokalem nr 34, gdzie oficjalnie mieści się sklep winiarski należący do niejakiego Augusto Arnolfiniego. Piwnice okazały się być rozległym magazynem w którym znajdowała się nielegalna scena, dekoracje oraz 175 krzeseł i foteli, pochodzących najprawdopodobniej z kradzieży. W tej liczbie 123 siedzenia były już zajęte. Owego Duncana Bra Hu, obległa nagle dość spora grupa osób. Z rozmów rozpoznałem, iż ów Duncan jest autorem wystawianej dziś sztuki pt. "Kwiaty pod lodem". Na sali podle umówionego znaku rozpoznałem agenta ps. "Janosz" oraz Tajnego współpracownika ps. "Katarynka". Z tego com widział i słyszał sztuka ta jest paszkwilem wymierzonym w bezpieczeństwo Cynazji i godzi w najwyższe władze państwowe. Niebezpiecznie może się ona przyczynić się do fermentu, szczególnie wśród grup społecznych B i F. Ponadto podważa wiarygodność sojuszy państwowych i rozpowszechniana w Cynazji może naruszyć ich trwałość. Podły ten paszkwil spotkał się z aplauzem elementu wywrotowego zgromadzonego na sali. Wygwizdujących przedstawienie "Janosza" i "Katarynkę" rozpoznano jako agentów. Następnie zostali dotkliwie zelżeni i pobici. Po tym haniebnym czynie któremu nie byłem w stanie zapobiec, kilku oprawców oddało na pobitych mocz, śpiewając przy tym wywrotowe piosenki Bardańskie. Po kwadransie twórca tego paszkwilu w towarzystwie aktorki grającej główną rolę żeńską i dość licznej grupy wywrotowców, udał się do zajazdu " Pod Piwonią" niechybnie będącego ich bazą kontaktową. Do lokalu wpuszczony nie zostałem. Obawiając się zdemaskowania i uznając dotychczas pozyskane informacje za wystarczające, odstąpiłem od dalszych czynności służbowych. W trakcie działań operacyjnych, narażając życie, wszedłem w posiadanie kilku stron tego ohydnego paszkwilu. Strony te załączam dla poglądu oraz celem rozpoznania drukarni.
Akt II scena 4: Spotkanie na przełęczy
(...)Berenika:
Gdy w twoim ogrodzie wróg zadepce kwiaty
Zasadzi w nim ciernie, by blask jego zatrzeć
Strumienie dusz czystych zamieni w rynsztoki.
rozkochane serca przemieni w kamienie.
stać będziesz i z dala jeno na to patrzeć?
Corvin:
Patrzeć chcę tylko w modre oczy twoje.
dłonie grzać pragnę w ogniu twego ciała.
moim ogrodem będzie życie nasze
Ojczyzną twoją będzie serce moje,
a tam krew bardańska będzie ciebie grzała.
(...)
Akt V: scena 3: Ścięte kwiaty
(...)Corvin:
Czerwona chusta , na piersi karminowy kwiat
wykwitły z ołowiu nasienia,
Cóż, że na dłoniach krew mam ogrodnika
Nie ma Cię już przy mnie
wali się mój świat
Puch śnieżny jak białe płatki kwiatów
przykryje Twe ciało. Otuli pierzyną
Tak jak pąk dzikiej róży
Co niepokorna
zakwitnąć chciała zimą.
Bo wiem już teraz, wreszcie to pojąłem,
że kwiaty rosną na narodu ranach,
i teraz pragnę przecież tylko tego,
by umrzeć jak Ty. Walcząc.
niż żyć na kolanach.
Twe oczy zeszklone lodem, otwarte na niebo
czekać będą dnia co słońca gorącym promieniem
Z dekoltu Twych piersi zimnem pobielałych
krew ze śniegiem zmieszaną, poniesie strumieniem.
w Bardanii doliny.
Krew twoja Bereniko ożywi Tę ziemię
i w duszach skutych bezsilności chłodem
nowe ducha tchnienia tej wiosny przebudzi,
jak kwiaty pod lodem.
(...)
Zadanie uważam za wykonane. czekam na dalsze instrukcje.
Autor sztuki Duncan Bra Hu tytułowany baronem jest mężczyzną wzrostu wysokiego. Wiek średni. Z pochodzenia bardańczyk. Przejawia silne skłonności do alkoholu, kobiet i hazardu. W szczególności hazardu. Kontaktu z "Janoszem" oraz "Katarynką" nawiązać mi się nie udało, ponoć opuścili pospiesznie Kindle. Śmiałbym także prosić o przeniesienie mnie ze stanowiska operacyjnego, na stanowisko archiwisty Wydziału IV w Departamencie Archiwów i Akt. Mam nadzieję, że moja wieloletnia i nienaganna służba oraz dotychczasowe zasługi dla Wydziału IV wpłyną na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
z wyrazami szacunku i ku chwale Cynazji
młodszy koroner ps. op. "Ignacy"
******
Mały chłopiec z włosami o barwie kreślarskiego tuszu sprzedający bukiety polnych kwiatów na Via del Fiore obserwował jak mężczyzna w szarym kapeluszu wyłania się z bramy pięknej kamienicy o fasadzie zdobnej w girlandy marmurowych kwiatów i winorośli. Mężczyzna szedł powoli spokojnie jakby w zadumie. okna na piętrze kamienicy zaczęły unosić się kłęby dymu. Chłopiec nie wszczął alarmu, nie zawołał też patrolu straży wykłócającego się ze sprzedawcą pozytywek. Nie był już małym chłopcem. Miał 9 lat, a to było Kindle. Chłopiec ruszył za mężczyzną.
O zmierzchu na Via del Fiore przechadzały się pijane grupki braci studenckiej, wolnomyślicieli, turystów i artystów. Przytulone pary zachwycały się kaskadami kwiatów, schodów balustrad i arkad obsadzonych różnobarwnymi rabatami.
Mężczyzna w szarym kapeluszu wrzucił monetę do kaszkietu podetkniętego mu przez jednego z grupki rozśpiewanych żaków uczciwie głoszących, że zbierają po prostu na wino. Nie kupił marcepanu ani lukrowanych pałeczek. Podszedł natomiast do straganu z gazetami i odebrał przeznaczony tylko dla niego egzemplarz ”Merkuriusza”.
Rozejrzał się i usiadł na ławce pod platanem nieopodal schodów prowadzących na Plazzo della Coruna.
Rozłożył gazetę i po chwili wyjętym z kieszeni płaszcza ołówkiem począł kreślić na marginesie jakieś znaki. Przez chwilę wpatrywał się zdumiony w treść odczytanego raportu. Wstał, rozejrzał się, rzucił gazetę na ławkę, zmiętą stronę z odkodowaną wiadomością schował do kieszeni. Zszedł schodami na jeden z tarasów Plazzo della Coruna. Tam zaczepił go mały chłopiec o włosach barwy kreślarskiego tuszu.
Szlachetny Pan kupi bukiet polnych kwiatów na szczęście – wąskie usta widoczne spod cienia kapelusza wykrzywił uśmiech.
Mężczyzna kupił kwiaty. Na szczęście.
W zaułku ulicy Pawiej chłopiec rozwinął zmięty papier. Jego bystre oczy szybko przebiegły po zapisanych ołówkiem na marginesie cyfrach i literach:
„Do" Taurusa" 29 kwietnia 1574r
Postępować zgodnie z procedurą 9 /dot.B2513
przy przewadze widowni procedura 1/dotB2513
Wolumin znajduje się obecnie w bibliotece publicznej
"Pod perłową ostrygą" Via Carrada 123
należącej do naszej znajomej bibliotekarki
procedura nr 14 pobrać pokwitowanie.
odnaleźć "Ignacego" procedura numer 2 potem 9
okładki po książkach spalić w odludnym miejscu.
„Agenci "Ucho" i "di Camo" mają rozgłosić że ta sztuka to szmira i plagiat Przyciśnij ich trochę wiem, że potrafią, Niech wykorzystają swoją pozycję na salonach. My puścimy w obieg kilka predatowanych sklejek z jego sztuki i wypocin naszych młodych mistrzów pióra. Cała twórczość tego wywrotowca musi koniecznie zostać okrzyczana jako drugorzędne grafomaństwo. To bardzo ważne. Sprawdzałem nie ma rodu Bhra Hu. Podaje się prawdopodobnie za Duncana Bhra Ru co ze starobardańskiego tłumaczy się Duncan Posłaniec Krzyża. Ród ten dawno wymarł podejrzewam więc pod tym pseudonimem kryje się karyjski szpieg . Trochę to nachalne ale oni są nachalni. Zresztą ma podręcznikową karyjską przykrywkę. Był podobno ktoś taki na Akademii ale nie udostępnili nam skurwysyny żadnych akt. Rektor wymawia się gwarancjami Rady. Uważaj ten Duncan może mieć tu spore znajomości. Działaj szybko i z planem.
Wiadomości przekazuj tylko do mnie. Szyfruj naszym kluczem 4.
Po robocie wyślij raport, a sam zniknij z miasta. wezwę jak będzie spokojniej.”
Chłopiec skończył czytać. Nic z tego nie rozumiał. Nic dziwnego, w końcu miał tylko 9 lat. Schował kartkę za pazuchę i żwawym krokiem poszedł do swego przyjaciela. Mistrz Bartolomeo na pewno będzie zadowolony. I na pewno będzie wiedział o co chodzi w tym liście. Przecież w końcu to on kazał go zwędzić.
******
III.
[...] Kontrola działania Wydziału Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych, a ściślej tej jego części, która dostarcza Królowej sekretnych informacji wykazała szereg dysfunkcji w jego działaniu.
Podstawowym problemem wydaje się poziom wyszkolenia szeregowych pracowników operacyjnych (agentów i Tajnych Współpracowników). Często są to osoby z gminu, niewykształcone lub też mające fałszywe wyobrażenia o istocie i celach prowadzonej przez siebie pracy. Efektem tego jest doszukiwanie się we wszystkim przejawów działania sekretnych organizacji, częste nadinterpretowanie i naginanie faktów do uprzednio stworzonych hipotez.
Ewidentnym przykładem powyższych błędów może być operacja „Szczurołap” mająca na celu odkrycie tożsamości przywódcy kryptorewolucyjnej grupy mającej na celu wywołanie masowego poparcia dla sprawy bardańskiej.
Jak wykazała szczegółowa kontrola:
(a) agenci operacyjni „Janosz” i „Katarynka” na skutek nieodpowiedzialności zostali zdemaskowani jako prowokatorzy, co ostrzegło członków organizacji o inwigilacji;
(b) na skutek błędnej interpretacji wydarzeń agent „Ignacy” dostarczył przełożonym fałszywych informacji. Pijackie okrzyki „Duncan brachu!” zinterpretowł jako pseudonim „Duncan Bhra Hu”. Jak można było tak haniebnie się pomylić sam nie wiem. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że agent musiał być pod wpływem alkoholu.
(c) błąd ten nie został wykryty na wyższych szczeblach operacyjnych. Przeciwnie, został pogłębiony. Nadgorliwi oficerowie prowadzący tę sprawę odkryli stary bardański ród Bhra Ru (ze starobardańskiego: Posłańców Krzyża) co doprowadziło ich do fałszywego wniosku o fanatyzmie religijnym rzeczonego Duncana i jego (wyssanych z palca) związkach z karyjskim wywiadem.
W efekcie śledztwo zostało sprowadzone na fałszywe tropy, szef organizacji zdołał umknąć, a cała operacja „Szczurołap” zakończyła się fiaskiem. Wnioski nasuwają się same - kadry decydują o wszystkim.
Na ironię zakrawa w tym wszystkim fakt, że dokumenty odnośnie sprawy „Szczurołap” zostały wykorzystane jako wewnętrzny materiał szkoleniowy dla nowych agentów. Cóż szefowie Referatu 3Z pamiętają widocznie stare przysłowie, że „warto uczyć się na błędach”. Szkoda, że zapomnieli o jego cynazyjskim rozwinięciu, które mówi, że najlepszy rodzaj błędów do takiej nauki to cudze błędy, nie własne.
Fragment „Raportu z kontroli wewnętrznej w Referacie Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych”.
******
IV.
[...] Podsumowując, chociaż wywiad cynazyjski ocenić wypada jako bardzo skuteczny jest on u swych fundamentów skażony podstawową wadą. Istnienie kilku służb mających maksymalną niezależność od siebie sprawia, że konkurują między sobą zamiast współpracować. Zjawisko konkurencji jest dodatkowo pogłębiane przez fakt, że służby te nie mają do końca rozdzielonych kompetencji. Pomimo wysiłków licznych urzędników współzawodnictwo to przeradza się często w otwartą nienawiść co owocuje licznymi nieprawidłowościami z których wymienię dwie największe:
(1) konkurowanie o te same źródła informacji (w archiwach natrafiłem na dobrych kilkadziesiąt przypadków w których informatorzy byli podwójnymi agentami służącymi dwóm różnym służbom wywiadowczym Cynazji, i kilkanaście – w których byli potrójnymi) co z kolei prowadzi do rozpracowywania kontrwywiadowczego prowadzonego de facto przeciwko innej służbie tego samego kraju (vide operacje „Wielka Woda”, „Jurny Kogut”, „Weselisko”, „Źródło Życia” i inne. Pełny wykaz akt w załączniku 5).
(2) otwarta wrogość – prowadzi to do mniej lub bardziej jawnego sabotowania wysiłków konkurencji (tutaj przykładów jest bez liku, że wspomnę tylko okrytą osławą operację „Przewrócona kula” będącą kompromitacją Inspektora Filippa Dulletesa. Pełny wykaz w załączniku 6).
Obydwa powyższe skutki nader często prowadzą trwonienia sił i zasobów, które możnaby efektywniej wykorzystać w inny sposób. Postuluję zatem połączenie wszystkich organizacji i stworzenie jednej – zarządzanej i koordynowanej centralnie przez światłego i mądrego szefa, najlepiej mającego doświadczenie zarówno w kierowaniu wielką instytucją jak i w interpretowaniu najbardziej zawiłych informacji. [...]
Kończąc to dzieło, będące owocem ponadrocznej pracy w archiwach wyrażam nadzieję, że przenikliwość sądów w niej zawarta przyda się na coś Waszej Wysokości i uznasz o Najjaśniejsza Pani, żem od śmierci niechybnej w kazamatach wyratowan godzien jest piastować stanowisko Waszego osobistego doradcy.
Sługa uniżony
Hermann de Sarlac profesor Akademii Umiejętności w Kindle (w stanie spoczynku)
Fragmenty raportu Hermanna de Sarlac „Opisanie Wywiadu Cynazyjskiego – wady i zalety” egzemplarz jedyny, Kindle 1573 rok
V.
W dniu dzisiejszym wykonano wyrok śmierci na Hermannie de Sarlac, byłym rektorze Akademii Umiejętności w Kindle. Ten odrażający człowiek okazał się być członkiem sekretnej organizacji „Czarne Słońce” oddającej część plugawym demonom. Został schwytany dzięki drobiazgowemu śledztwu prowadzonemu przez tyleż nieustraszonych co przenikliwych śledczych z Referatu Zwalczania Zgromadzeń Zakazanych. Jak pamiętamy organizacja „Czarne Słońce” rozpracowana została już ponad dwa lata temu. Przez ostatnie półtora roku skazaniec przebywał w odosobnieniu. Nasz wymiar sprawiedliwości w uznaniu uprzednich zasług dla Nauki oraz talentów organizacyjnych, którymi wsławił się przez kilkanaście lat swej pracy wykazał niebywałą wielkoduszność i liczył na skruchę skazańca. Niestety zatwardziałość ludzkich serc zwiedzionych przez demony nie zna granic. Jak z żalem powiedział nam nasz informator z więzienia w zamku Iff (którego tożsamość musi pozostać okryta tajemnicą): „Ten człowiek nie rokował żadnych nadziei. Nie rozumiał podstawowych prawd”.
„Merkuriusz cynazyjski” nr. 43, Kindle, październik 1573 roku
Komentarz MG
Na podstawie pierwszego monologu można by odnieść wrażenie, że cynazyjski wywiad nie ma wad i jest pod wszelkimi względami –naj, -naj, - naj. Nie jest to do końca prawda.
Istotą wywiadu cynazyjskiego jest funkcjonowanie kilku służb mających maksymalną niezależność od siebie. Służby te mają wspólne, nie do końca rozdzielone kompetencje i bardzo silnie konkurują między sobą, Królowa dyskretnie choć skutecznie podsyca nienawiść pomiędzy nimi. Plusem tego systemu jest to, że chroni on przed zrodzeniem się antykrólewskiego spisku, co jest warunkiem „być albo nie być” w takim kraju jak Cynazja. Jedna centralna organizacja szybko stałaby się zakulisowym graczem, więc istnienie kilku służb jest absolutnym wymogiem. Profesor de Sarlac niestety nie zrozumiał tego...
Minusem jest jednak to, że poszczególne służby wchodzą sobie często w paradę i przeszkadzają sobie wzajemnie... Podchody i zażarta konkurencja o jakieś szczególnie cenne źródło informacji może stać się kanwą ciekawej przygody...
Poważną wadą wydaje się być masowość inwigilacji w Kindle i największych miastach kraju. Ponieważ Cynazja przesycona jest spiskami, bardzo rozbudowane są służby inwigilacyjne. To z kolei sprawia, że często jako szeregowych agentów werbuje się osoby mało wykształcone, z gminu, do których bardziej pasuje określenie „kapusie” niż „agenci”. Cynazyjczycy to specyficzny naród. Ponieważ od dziecka wychowują się w atmosferze tajemnicy, dostrzegają czasem więcej niż inni. Niekiedy jednak bywa to wadą, bo tam, gdzie problem jest prosty doszukują się „drugiego dna”. Sprawa Duncana Bhra Ru dobitnie pokazuje dokąd prowadzi nadinterpretacja faktów.
Zadziwić cię może także Czytelniku, że cynazyjski wywiad zwalcza z zapałem bardańskie ruchy wolnościowe... Wszak wszyscy wiedzą, że Cynazja popiera Bardanię... Jakże to tak? Coś musi być z tymi meldunkami nie w porządku...
Cóż, myślę, że najlepszym komentarzem do twych wątpliwości będą słowa Anselma d’Arvignon, doskonałego cynazyjskiego dyplomaty: „Myślisz dokładnie tak, jak chcemy, żebyś myślał”. Owszem prawdą jest, że Cynazja popiera Bardanię. Prawdą jest jednak także, że robi to werbalnie i w żaden inny sposób. Zastanówmy się - gdyby Cynazja rzeczywiście popierała Bardanię i jej pomagała to po pierwsze zyskałaby przyjaźń górali i po drugie naraziła na szwank przyjaźń z Nordią i realne zyski jakie z niej płyną.
Prawda jest taka, że Cynazja nie uczestniczyła w rozbiorach Bardanii i podobno mediuje w tej sprawie. Wszystko to nie przeszkadza jej utrzymywać wzorowych stosunków z Nordią. W efekcie ma wszelkie profity z dobrych kontaktów z Nordyjczykami a Bardańczycy i tak ją lubią. Tak naprawdę jednak Cynazja nie zrobi nic, co naraziłoby na szwank jej stosunki z Nordem - zbyt wiele jest do stracenia. Jeśli wiec lud zaczyna sympatyzować z Bardańczykami do akcji wkraczają tajne służby. Zbyt wiele można by przegrać, gdyby stosunki z Nordią się popsuły. Stawka jest zbyt wysoka - technologie, nauka, sekrety nordyjskich Katedr itd.
I jeszcze jedna uwaga. Cały powyższy tekst jest autorskim wyobrażeniem o kształcie cynazyjskich tajnych służb. Jednym z możliwych zarzutów może być „zbytnia nowoczesność” opisu – Tajni Współpracownicy, agenci, sygnatury akt. Cóż, Autorzy są tego świadomi a wytłumaczenie jest następujące. Po pierwsze nasze widzenie Monastyru podobne jest widzeniu fantasy przez Andrzeja Sapkowskiego i Kiryła Jeskowa. My po prostu lubimy nawiązania do naszego świata i bawienie się konwencją (oczywiście wszystko w pewnych ramach). Gdybyśmy chcieli hiperrealizmu z XVII wieku prowadzilibyśmy system „Trzej muszkieterowie” we Francji Ludwika XVI. Po drugie widzimy Cynazję jako ogromną biurokrację, więc sygnatury akt nie przeszkadzają nam ani trochę. Jeśli macie inną wizję – po prostu zastosujecie ją Ale przedtem nie zapomnijcie podzielić się swoim pomysłem z nami. Czekamy na wasze komentarze, opinie, oceny.
Autorem cytowanej sztuki oraz wewnętrznych dokumentów cynazyjskiego wywiadu jest Victor.
Koval