"Cynazja to moralny labirynt - jeśli nie jesteś szczurem, to łatwo możesz się zagubić."
-- Baron Duncan dhu Maffwryn

Duncan dhu Maffwryn

- Mówisz maleńka, że nie miałem łatwego życia? Mylisz się. Miałem mój kotku jedno z najłatwiejszych jakie można wygrać na loterii życia. Przegrałem je. Przegrałem je w karty. Tak, to nie żart. Miałem wszystko. Wychowywałem się w rodowej siedzibie Klanu Maffwryn - zamku Nashmoor. Jednym z najpiękniejszych przykładów bardańskiej architektury, wzniesionej na prastarych ruinach warowni, prężącej się na szczycie wzgórza jak dorodny Jeleń. Nashmoor było kolebką Bardanii. Prastarym gniazdem rodowym i dawną stolicą jednej z dwóch dzielnic, które później utworzyły Bardanię. Miałem cudowną młodość. Z całego dzieciństwa pamiętam tylko jeden, jedyny dzień - pochmurny i wietrzny. Pamiętam jak przybyło jakieś wojsko, płacz mojej matki żegnającej wuja Conana, gniewny głos ojca i oddalające się karminowe sztandary łopoczące na tle czarnego masywu gór. Równe szeregi muszkieterów niknące w oddali jak procesja duchów. Wierzyłem, że był to tylko zły sen. Zaczęły się polowania, bale, uczty, codzienność dla najstarszego syna głowy klanu. Mogłem wszystko. Robiłem... prawie wszystko. Przesadziłem odrobinę, zbyt często zdarzało mi się rogaczom poszczerbić rogi. Na szczęście otrzymałem promocje do Akademii Umiejętności w Kindle. Zacząłem uczyć się tego co zawsze mnie tak pociągało - architektury. Otworzył się przede mną świat łuków, portali, sklepień. Lecz Cynazja to moralny labirynt, jeśli nie jesteś szczurem, to łatwo możesz się zagubić. Tak było i ze mną. Z wielu kobiet zdzierałem szaty. Pamiętam ich chłopców ze złamanymi sercami i rozpaczą w oczach. Z nich resztki złudzeń zdzierałem ostrzem mego rapiera. A ja śmiałem się, piłem, tańczyłem. Kochałem. Zapraszano mnie na bale, wernisaże i tajne konsylia. Pokazać się ze mną to był blichtr, hit sezonu. Zacząłem namiętnie grać w karty. Grałem we wszystko: pokera, baccarata, trzy kielichy, wisielczą talię, a potem także w zakazanego Czarnego Markiza.
Wtedy poznałem Laurę. Słucham? Ależ oczywiście głuptasie, że tak! Piękna Laura, w jej lazurowych oczach i niewinnej twarzyczce odbijała się niejedna talia. Byliśmy zgranym zespołem. Na zajęcia dawno przestałem już uczęszczać. W kąt cisnąłem kalki i ołówki. Świat stał się dla mnie grą. Uwierzyłem, że Bardania jest wciąż żywa , że należy walczyć za każdą cenę. Własnego ojca miałem za zdrajcę. Choć słyszałem plotki, że pomaga sprawie. Za wygrane pieniądze kupowałem broń, proch i słałem w góry. Wierzyłem... wtedy. Na salonach i w łożnicach zabiegałem o wsparcie. Udało się. Cynazyjczycy obiecali pomóc w rokowaniach. Potwierdzili prawo Bardańczyków do posiadania własnego państwa. Teraz wiem, że była tylko pokrętna retoryka, plugawe kłamstwa. Laura usamodzielniła się, a ja poznałem matrańską markizę Aurelię. Przyszły wieści, że ojciec zachorował, lecz wierzyłem, że jego wola przetrwania jest silniejsza od choroby, zresztą nie chciałem wytrącać się z rytmu, a tym bardziej klękać u wezgłowia zdrajcy. Nie liczyłem na spadek. Myliłem się, w juwenalia przybył posłaniec z Nashmoor. Mój ojciec umierał i świadom przekazał mi rodowy pierścień i Nashmoor w dziedzictwo. Wtedy właśnie u szczytu mego entuzjazmu od pewnego oficera dowiedziałem się, iż nordyjski szlachcic niejaki Noram Haen dysponuje trzema setkami najprzedniejszych muszkietów i lubi grać w karty. Po tygodniu udało mi się umówić grę.
Grać w parze z Nordem miał niejaki de Wassele cynazyjczyk, a ze mną do stołu siadł druh mój Massina. Noc była moja, karta szła mi jak diabłu. Zagrałem Va banque. Położyłem testament na stosie weksli i złota. Miałem na ręku pikowy poczet królewski - najlepszy układ w grze. Gdy wyłożyłem karty na stół rozbłysła latarnia i w jej świetle zobaczyłem, że przegrałem. Na stole leżał poczet królewski.... bez Giermka. Giermek był pinaklowy. Na bezdusznej twarzy Norama drgał cyniczny uśmieszek. gdy zgarniał weksle i złoto ze stołu. Massina wyprowadził mnie na ulice, szedłem jak bezwolna kukła. Potem piłem z Massiną. A potem ... biedny druhu nie zapomnę twej przerażonej twarzy gdy wyrywałem ostrze z twej piersi, jakiż to demon rozpaczy kazał mi widzieć w tobie zdrajcę. Wiele godzin włóczyłem się w poszukiwaniu śmierci po mrocznych zaułkach wykrzykując obelgi do ludzi. Nikt jednak nie odważył się mnie zaczepić, słyszałem ścigający mnie pustymi ulicami szyderczy śmiech. Nashmoor mój dom, jedna z ostoi Bardanii stała się ziemią plugawych Nordów. Gdyby nie Aurelia piekło by mnie wzięło, przetrawiło i wypluło. Lecz ona pokazała mi drogę. Skierowała moją energię na zemstę. Massina? ... nie... ponoć przeżył. Nie szukałem go, ni on mnie, nie wiem czy mógłbym teraz spojrzeć mu w oczy.
Aurelia wróciła do rodzinnej Matry ,a ja pojechałem do Nashmoor. Moi bracia powitali mnie z zawiścią, obwiniając o śmierć ojca. Nie słuchałem ich, popędziłem konia pod zamek mego klanu, obecnie siedziby Norama Haen. Nie kochanie, nie zabiłem go. Nie wyciąłem tego cynicznego uśmieszku z jego twarzy, choć miałem wielką ochotę. Otóż Nord miał młodą córkę Sivię. Pod osłoną nocy sekretnym przejściem trafiłem do jej komnat. W mej dawnej łożnicy posiadłem jej miłość, ciało i umysł. Tak, dokładnie tak samo jak ciebie. Chociaż.... wciąż odwlekałem tak upragniony wcześniej moment zemsty. Aż przyszedł dzień gdy nowo mianowany namiestnik z Nordii Noram Haen wydał przyjęcie. Gości przybyła ponad setka i dziesięć razy tyle służby. Ambasadorowie, markizowie deliijscy, szpiedzy, politykierzy z Cynazji, wielcy gracze. Na ruinach Bardanii świętowano nadanie namiestnictwa i urodziny Sivii, bowiem właśnie wkraczała w dorosłość. Zwyczaj wymaga by ucztę zacząć od kobiet więc Sivia miała wygłosić pierwszy toast. Sivia mówiła lecz to ja włożyłem słowa w jej usta. Tam w rycerskiej sali Nashmoor, wobec setki oniemiałych gąb śmietanki politycznej. Sivia opisała podłość rozbioru, bezduszność plugawego spisku który pozbawił naród bardański domu. Mówiła o szlachcie bez honoru i łańcuchowych psach bez wiary. Brudnych grzechach ojca. Byłem tam. Patrzyłem na posiniałe z wściekłości twarze i na te blade, zastygłe, ze wzrokiem wbitym w rodową zastawę klanu Maffwryn. Patrzyłem, słuchałem i chłonąłem każdą słodką chwilę. Tak Ja, Duncan dhu Maffwryn dokonałem zemsty na Noramie Haen z Nordu.

Ścigano mnie, uciekałem bo wraz z zemstą uszła ze mnie energia, straciłem cel. Którejś nocy zgoniono mnie jak rannego wilka pod bramy klasztoru. Nie śmiałem przekroczyć furty, czułem się grzeszny, zbrukany i obojętny wobec nadchodzącej śmierci. Wierz mi kochanie, dobry szermierz czasem potrafi pokonać rancora gdy ma szczęście i wiarę w zwycięstwo, dwóch rancorów nigdy. Gdy zrobiłem rachunek sumienia i nie znalazłem nic co przemawiało by za mną w obliczu Jedynego, furta uchyliła się i czyjaś silna dłoń wciągnęła mnie do środka. Tak poznałem ojca Iniro . Pokazał mi, że choć przegrałem tamto życie, wciąż mogę uratować nieśmiertelną duszę. Muszę jedynie odnaleźć swoją drogę. Drogę do domu, a może nawet do niepodległej Bardanii. Wyruszyłem więc w góry. Tam można poczuć się prawdziwie wolnym. Zawiodłem się. Zbyt wielu widziało jednak we mnie zdrajcę który sprzedał Bardanię wrogom. Góry nie stały się mym domem. Pomimo nalegań Bereniki bardańskiej zwiadowczyni, nie przystałem do jej klanu - Cingan . Podróżowałem lądem przez państwa środka do dawnego Doru. Tam poznałem hrabinę Marię dor Gallar Panią z Meisllech - Jeziora Żurawi. Potężna doryjska twierdza która była domem jej rodu leżała w ruinie. Plosa jezior wiele lat temu zmieniły się w zdradliwe bagniska. Maria wraz z dwójką nieletnich synów Hilungiem i Findalem zamieszkiwali jedno skrzydło zamku. Żyłem z Marią w jej domu, starając się zastąpić ojca chłopcom i ucząc ich władać rapierem. Zaprzestałem nauki, gdy zapowiedzieli mi iż uczą się by zabijać kordyjczyków i mężnie polec w walce. Nie umiałem im wytłumaczyć, że wojen nie wygrywa się już na polach bitew, tylko na salonach możnych. Z Kordem nie wygrywa się wcale. Rzuciłem się w wir pracy, wykonałem plany, oszacowałem koszta i postanowiłem odbudować warownie. Pod moim okiem tych kilka nędznych wsi zdołało wyżywić zamek i zapewnić bliźniakom lepszego nauczyciela niż ja. Krnąbrni chłopi zaczęli na powróć uprawiać ziemię, podnosić zamek z upadku. Niestety, gdy do doryjskiego skarbca poczęły płynąć pieniądze, rodzina Marii upomniała się o swoje prawa. Sprawa się zagmatwała. Stryj Benverus zagroził, że zabierze chłopców pod przymusem, Po prywatnej rozmowie z nim postanowiłem opuścić Meisllech nim dojdzie do rozlewu krwi. Maria zrozumiała. Przez Matrę powróciłem do Kindle. Przyczaiłem się patrzyłem i usychałem z nudy, a pieniądze topniały. Szukałem ojca Iniro, lecz ślad po nim zaginął.
Włóczyłem się po knajpach, z aktorami, chodziłem na sztuki, publikowałem recenzje. Napisałem nawet dwie sztuki. "Cios łaski" był monologiem delijskiego oficera który "dobijał" bardańskie dzieci, żeby nie męczyły się bez ojczyzny. Sztuka nadawała się wyłącznie do druku i to podziemnego. Drugą moją sztukę - "Kwiaty pod lodem" dramat opisujący losy prostej bardańskiej dziewczyny, której pierwowzorem była Berenika, wystawiano tylko w podziemnych teatrach maskowych. Temat był zakazany i niebezpieczny. Aresztowała mnie policja. Przebiegli i sprzedajni wyciągnęli dziesiątki paragrafów. Siedziałem więc zamknięty w celi. Kląłem własną pychę, iż nie wydałem tego pod pseudonimem i czekałem na siepaczy gdy pojawiła się moja dawna znajoma Laura. Dzięki swemu mężowi, komendantowi policji udało jej się zorganizować mi spektakularną ucieczkę. Uwalniali mnie rzekomo bardańscy studenci. Czego trudno było się domyśleć patrząc na paskudne gęby drabów z agaryjskiego korpusu posiłkowego przebranych w przyciasne kubraki żaków. Na finansowe problemy też znalazła rozwiązanie. Okazało się że wielu z jej arystokratycznych przyjaciółek z loży jest wielbicielkami mojej sztuki i odwiedza zakazane katakumby gdzie odbywają się nielegalne spektakle. Zaproszono mnie w końcu do karcianego stołu. Z Laurą nie mogłem przegrać. Musiałem uciec z tego bagna gdzieś daleko, więc zagrałem z żoną kordyjskiego dyplomaty. Oczywiście wygrałem. Kordyjczyk upewniwszy się, że nie jestem kochankiem jego leciwej małżonki machnął ręką i ze wzruszeniem ramion potwierdził weksle. Willa w Dominante, pałacyk myśliwski i klucz wsi był mój.
Pozostało mi dostać się tutaj, do Kordu. Przez góry, gdzie mimo moich namów pozostała Berenika, udałem się do Gardy. Tam cudem unikając śmierci, dostałem się na okręt handlowy należący do Raimunda Kocha faktora i armatora. Raimund ma żonę o imieniu... tak Letycja... znasz ją?! No proszę, jakie to Dominium małe. Dwa dni po wypłynięciu z portu zaatakował nas eskryijski galeon. Wraz z resztą szlachty zostałem wzięty na okup. Na szczęście kapitanem "Spredy" okazała się kobieta i to kobieta bardzo piękna. Nazywała się Loretta Visse i kochała karty. Wysadziła mnie na kordyjskim wybrzeżu prawie dwa tygodnie temu, dlatego byłem tak spragniony kobiety. Przyszedłem więc do ciebie najpiękniejszej kurtyzany, w najlepszym zamtuzie w całym Dominante. Mówiłem ci prawdę. Wiem, że mogę Ci zaufać. Na pewno często rozmawiasz z dziewczynami, możesz im też o mnie opowiedzieć. Jestem zwykłym człowiekiem, moje życie to nie tajemnica. Ale przyjdzie tu jutro o północy pewien klient... Posłuchaj mnie uważnie. Zrobisz tak...

Współczynniki:

Imię i nazwisko: Duncan dhu Mawffryn
Tytuł: baron
Pochodzenie: Bardania
Profesja: Artysta. Dandys

Budowa: 12
Wiarygodność: 17
Zręczność: 12
Opanowanie: 12
Spryt: 11
Wytrwałość: 12
Spostrzegawczość: 12
Wiara: 9

Refleks: 13
Autorytet: 13
Wiedza Ogólna: 8
Fechtunek: 12
Strzelanie: 12
Dusza: 45/45

Cecha z pochodzenia: Bardańska Odwaga
Cecha z profesji: Gładkie słówka

Umiejętności
Atletyka: 1
Wysportowane: 1
Rapier: 4
Broń bitewna: 1
Pistolet: 1
Muszkiet: 1
Okultyzm: 1
Wiedza Magiczna: 1
Blef: 3
Czytanie emocji: 2
Nasłuchiwanie i wypatrywanie: 2
Zbieranie informacji: 1
Jeździectwo: 1
Postępowanie ze zwierzętami: 1
Teologia: 1
Historia: 1
Naprawa: 1
Opatrywanie ran: 1
Sztuka przetrwania: 1
Ukrywanie się: 1
Plotki: 2
Etykieta: 2

Architektura: 2
Szulerstwo: 3
Taniec: 2

Jęz. bardański (Mowa Nizin): perfekcyjnie
Jęz. kordyjski: biegle
Jęz. cynazyjski: biegle

Szkoła szermiercza: brak

Biegłości szermiercze:
Błyskawiczny atak
Oburęczność
Przetrzymanie

Ruch: Akcje w Ataku
Kroki: 3

Ruch: Akcje w Obronie
Praca nóg: 0
Unik: 0
Odskok: 8

Rapier: akcje w Ataku
Pchnięcie proste: 2
Cięcie zwykłe: 1
Pchnięcie ze zwodem: -3
Ponowienie: -1
Wypad: 0
Pchnięcie pozorne: 4
Zbicie: 3

Rapier: Akcje w obronie
Zasłona II: 4
Zasłona I: 6
Riposta: 3
Wyprzedzenie: -6

Miecz: Akcje w Ataku
Cięcie zwykłe: -1
Cięcie z zamachu: -5
Ponowienie: -3
Zbicie miecza: 1

Miecz: akcje w obronie:
Odbicie: 2
Zasłona: 3
Wyprzedzenie: -8

Zwarcie: Akcje w Ataku: 1
Zwarcie: Akcje w obronie: 3

Majętności:
Dworek myśliwski (wartość: 1 wieś)
2 wsie kolokacyjne (wartość: 2 wsie)
villa „Aurelia” w Dominante (wartość: 1 wieś)

Sojusznicy:
baronessa Laura de Ethienne, lat 53, cynazyjka, hazardzistka; była kochanka (więź 5)
markiza Aurelia Hattange; lat 61; dyplomatka i emisariuszka matrańska; była kochanka (więź 5)
hrabina Maria dor Gallar, lat 40, doryjka, Pani Meisllech (więź 5)
Berenica dhu Cingan lat 32, zwiadowczyni bardańska (więź 3)
Letycja Koch (lat 42) z Gardy (miasto na wybrzeżu Ragady), żona faktora, była kochanka (więź 6)
Loretta Visse (lat 32), eskryjka, kapitan korsarskiego okrętu ”Spreda” (więź 1)
Victor

Komentarze

http://b5620079cd3e99dc30194adb42eed803-t.xjsber.org b5620079cd3e99dc30194adb42eed803 [url]http://b5620079cd3e99dc30194adb42eed803-b1.xjsber.org[/url] [url=http://b5620079cd3e99dc30194adb42eed803-b2.xjsber.org]b5620079cd3e99dc30194adb42eed803[/url] [u]http://b5620079cd3e99dc30194adb42eed803-b3.xjsber.org[/u] 47fc705389ea5b6a3a31dcf477e857a0

9-09-2007, 01:44, Ari

Google is the best search engine

15-03-2007, 03:11, jennifer.mccoy@msn.com

Dodaj swój komentarz

Twoje imię i nazwisko:
Twój e-mail:
Treść: