Pamiętnik
Skąd pochodzisz?
Mą ojczyzną jest Gord. Niełatwo wychowywać w kraju, gdzie co dzień, w nierównej walce giną ludzie. Ukształtowała mnie wojna, sprawiła, że jestem, kim jestem. Tam gdzie się wychowałem pierwszy oręż dostaje się na 10 urodziny, tym samym kończąc etap dzieciństwa. Tak właśnie było ze mną. Widziałem smutek matki, gdy w dniu dziesiątych urodzin ojciec wręczył mi długi dagger. Wiedziała, że następnego dnia wyjadę, by zdobywać wiedzę, którą każdy Gordyjczyk powinien posiadać – jak zabijać deviria.
Zostałem wychowany po żołniersku. Od najmłodszych lat byłem uczony dyscypliny i słuchania rozkazów oficerów. Tak, jestem mrukiem i gburem. Nie odzywam się nie pytany, a swoje zdanie wolę zachować dla siebie. Staram się wszystko analizować po żołniersku, z chłodną rozwagą i spokojem. Pochodzę ze średnio zamożnej szlachty o wielkich tradycjach rodowych. Mam dziewięciu braci i trzy siostry. Dawno już nie widziałem swej rodziny, lecz wiem, że żyją. Tak, uciekłem przed ich pogardą. Zawiodłem i nie potrafię już spojrzeć im w oczy. Nie wiem, czy kiedykolwiek mi wybaczą. Boję się, że nie, dlatego wolę zostawić rzeczy takimi jakie są. Jedyną osobą, z którą utrzymuję kontakt, jest najstarsza siostra.
Jak wyglądasz?
Jestem Gordyjczykiem, tego się nie da nie zauważyć. Lata treningów, życie w codziennej walce sprawiły, że na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jestem żołnierzem. Długi krok, baczne spojrzenie, wyprostowana sylwetka, wieczna gotowość do odparcia ataku. Noszę się po żołniersku. Tak, widać, że nie jestem osobą otwartą na kontakty z innymi. Na mych ustach rzadko pojawia się uśmiech. Krótko przystrzyżona broda i krzaczaste brwi, krótkie włosy, krępa budowa, duże dłonie. Gdyby nie powaga, duma, żołnierski ubiór i bystre spojrzenie, pomylono by mnie na pewno z plebsem oderwanym od pługa.
Jakim jestem człowiekiem?
Jestem podłym sukinkotem. Tak właśnie. Nie potrafię myśleć o sobie inaczej. Zrobiłem to, co zrobiłem. Nie wyrzekam się tego, nie obarczam winą nikogo innego. Byłem młody, zapalczywy i cholernie głupi. Czy dziś jest inaczej? Czasem cholernie chcę myśleć, że tak. Gdy mnie zapytasz, czemu opuściłem rodzinne strony, opowiem Ci prawdziwą historię. Jest ona częścią mnie, sprawiła, że dziś jestem tym, kim jestem. Poza tym chcę, żebyś wiedział, bo, jeśli masz podróżować ze mną, musisz wiedzieć czego się można po mnie spodziewać. Boisz się mi zaufać? Wcale Ci się nie dziwię. Myślisz pewnie, że jestem obłąkany, spaczony wydarzeniami, o których powinienem zapomnieć. Być może.
Czasem chcę wierzyć, że świadomość własnych grzechów jest pierwszym, malutkim krokiem do odkupienia.
No cóż, nie sprawiam wrażenia człowieka miłego, ale przecież, nie jest to czymś niezwykłym dla żołnierza, a zwłaszcza z Gordu? Cenie sobie szczerość, prostoduszność i ponad wszystko lojalność. To chyba dziwne, że najważniejsze jest dla mnie to, czego zabrakło mi w ważnym momencie, przez co teraz jestem wyrzutkiem.
Co sądzisz o Dominium?
Dominium znam od strony wojen jakie się w nim toczą. Spędziłem 20 lat na różnych frontach. Stawałem ramię w ramię z przedstawicielami wielu narodów. Tak naprawdę nie wiele się od siebie wszyscy różnimy my mieszkańcy Dominium. Każdy z nas jest człowiekiem, każdy ma jakieś słabości. Cenię tych, którzy starają się z nimi walczyć, niezależnie skąd pochodzą, gdzie się wychowali.
Gdy myślę o wojnach, które przetaczają się po Dominium, to nie dziwię się, że Stwórca odwrócił się od nas. Są dowodem na to, że jesteśmy maluczcy i nie zasługujemy na jego łaskę. Mówisz, że to dziwne słowa w ustach żołnierza i masz rację. [...]
Magia i ciemność... ?
Tam gdzie się wychowałem, od najmłodszych lat dzieci karmi się mrocznymi opowieściami o istotach ciemności, złu i mrocznej magii. Potem nastaje czas by stanąć twarzą w twarz z istotami z dziecięcych koszmarów. Wydaje mi się że przed mrokiem może nas uchronić jedynie prawdziwa czystość serca i umysłu. Tym, którzy nie są w stanie osiągnąć takiego stanu, pozostaje oręż, własne umiejętności i odwaga.
Magia przeraża mnie, gdyż wiem, że czasem nie ma przed nią żadnej obrony. Pozostaje mi się modlić do Stwórcy by chronił mnie przed mrokiem.
Jakie są moje motywacje?
Mógłbym kłamać, że chcę dokonać czegoś wielkiego, wsławić się wielkim czynem, zostać bohaterem. Ale byłoby to kłamstwo. Pragnę jedynie przebaczenia, ponownego zaufania i jeszcze jednej szansy. Pragnę wrócić w rodzinne strony i zobaczyć Gord, matkę, rodzinę...
Tajemnica.
Od najmłodszych lat służyłem na odcinku Mgliste Klify. Tam zdobywałem całą wiedzę na temat walki. Byłem pojętnym uczniem, w wieku szesnastu lat stawałem już ramię w ramie z weteranami na murach. Szybko zauważono, że mam pewne uzdolnienia taktyczne, potrafiłem przewidzieć ruchy atakującego tłumu wroga, wiedziałem czym mogą nas zaskoczyć, wiedziałem na jakim odcinku murów może być gorąco i leciałem na złamanie karku, by wspomóc przyjaciół. Ludzie zaczęli mi ufać i bez wahania wykonywać moje polecenia. Stałem się korinem. Z każdym dniem zdobywałem coraz więcej wiedzy i umiejętności. Niestety również stawałem się coraz bardziej ślepy na to co się ze mną dzieje. Zacząłem zbyt ufać swym umiejętnościom, sądziłem, że nic złego nie może się stać, gdyż jestem w stanie dzięki taktyce przewidzieć wszystko. Teraz wiem, pycha, duma, zarozumiałość, zaślepienie był przyczyną moje zguby...
Pewnego dnia podczas dużego natarcia, wydarzyło się coś, co zupełnie zmieniło moje życie. W skutek moich błędnych decyzji zginęło niepotrzebnie kilku moich ludzi. I wszystko to dlatego, że byłem głuchy na rady bardziej doświadczonych, mądrzejszych ludzi. Ufny w swe umiejętności i zdolności taktyczne posłałem ludzi na pewną śmierć. To był błąd, jaki nigdy i nikomu nie powinien się zdarzyć. Zwłaszcza mi, byłem przecież korinem. Wszystko na co pracowałem tak długo, zostało zaprzepaszczone w jednym dniu. Straciłem zaufanie ludzi i wcale się temu nie dziwię. Nie mogłem i nie chciałem już dowodzić ludźmi. Stałem się zwykłym żołnierzem. Co dzień stawałem do walki i walczyłem w dzikim szale. Cząstka mnie chciała umrzeć. Rzucałem się w wir walki, walczyłem tam, gdzie było najgoręcej. Lecz coś we mnie krzyczało, że śmierć, chociaż byłaby najbardziej bohaterska i chwalebna nie zmaże hańby, jaką się okryłem. Zamknąłem się w sobie, nie pytany nie odzywałem się, nie potrafiłem cieszyć się życiem. Dwa miesiące później pojawił się sen. Ktoś kto nie śnił w Gordzie, nigdy nie zrozumie mnie. Noc w noc, zawsze gdy tylko zasnąłem pojawiał ten sam koszmar. Śniłem o momencie mojego upadku. Co noc sen był identyczny, co noc przeżywałem gorycz upadku i żal po stracie przyjaciół. Ktoś kto nie śnił nigdy w Gordzie, nie zrozumie, że sny mogą być powodem ucieczki z miejsca, które się kocha, od ludzi, z którymi dzieli się trudy i znój codziennej walki na murach i w tunelach.
Historia:
Po opuszczeniu Gordu trafiłem do świata, jakiego nigdy nie znałem. Miałem 24 lata i to pomogło mi oswoić się z zupełnie innymi regułami, jakie panują poza mą ojczyzną. W początkowym okresie tułaczki, zorientowałem się, że Dominium to miejsce, w którym ceni się ludzi wysoko wykwalifikowanych. Ja umiałem robić tylko jedno walczyć.
Front agaryjski
To miejsce, ten konflikt, ściąga straceńców z całego Dominium. Trafiłem tam i ja. Zaczynałem jako zwykły żołnierz piechoty, szedłem do boju wraz z rekrutami z najniższych klas społecznych. Nie przeszkadzało mi to oczywiście. Gordyjczycy nie mają w swym światopoglądzie, by oceniać kogoś po urodzeniu. Fakt służenia z niedoświadczonymi żołnierzami pomógł mi zacząć karierę w armii Dominium. Współtowarzysze szybko dostrzegli, że przebywanie w mym towarzystwie wpływa znacząco na długość życia. Byłem najbardziej doświadczonym z nich, moje rady były częstokroć jedyną nauką na temat wojny, jaką przyszło im odebrać. Potrafiłem w krótkim czasie z niedoświadczonych żółtodziobów uczynić żołnierzy. Może nie najlepszych, ale stanowiących zgrany oddział. Nasz oddział piechoty przestał być mięsem armatnim, byliśmy ludźmi, którzy mogli przeważyć szalę na korzyść armii Dominium. Moje działania dość szybko dostrzegli dowódcy. Zostałem awansowany do rangi sierżanta, a następnie porucznika.
Wtedy właśnie zacząłem się nad tym wszystkim mocniej zastanawiać. Próbowałem dostrzec w tym wszystkim sens. Wojna w Agarii różni się od wojny w Gordzie. Tam walczy się z demonami i dzikusami, których zamiarem jest tylko i wyłącznie mord i niszczenie. Tu walczy się z istotami, które bronią swych granic. Podczas rzezi przy Modrej Rijece poznałem człowieka, który miał podobne odczucia. Był Cynazyjczykiem. Nazywał się Le Moigne - chyba. Walczyliśmy ramie w ramie, ale nie rozumieliśmy sensu walki. Po pogromie cynazyjczyk zaginął. Fakt awansu do rangi kapitana zbiegł się w czasie ze znalezieniem ulotki stowarzyszenia „Ucala”. Historia, jaką tam przeczytałem, dała mi wiele do myślenia. Poprosiłem o przeniesienie do grupy zwiadu. Podczas kilkunastu misji, w jakich brałem udział, dostrzegłem wszystko to, o czym pisał ów człek. Zobaczyłem okrucieństwo karyjskich żołnierzy, gwałty, mordy. Wszystko niby w imię obrony wiary. Wtedy postanowiłem, że to nie miejsce dla mnie, postanowiłem znaleźć spokojne miejsce, w którym będę mógł się osiedlić i spokojnie żyć. Nie zmienia to jednak faktu, że zmarnowałem kilkanaście lat życia.
Pochodzenie: Gord
Cecha: niezłomność
Podczas walki, zdaję automatycznie wszystkie testy wytrzymałości.
Profesja: Oficer
Cecha: Ucz się Pan!!!
Przed walką sam decyduję o tym, kto posiada inicjatywę.
Współczynniki:
Budowa 17 +1
Zręczność 14
Spryt 13
Spostrzegawczość 14
Wiarygodność 11
Wytrwałość 16 +1
Opanowanie 15
Wiara 10
Refleks 15
Autorytet 13
Wiedza ogólna 7
Fechtunek 15
Dusza 50
Umiejętności:
Atletyka - 1, 2, 3
Wysportowanie - 1, 2, 3
Rapier - 1, 2, 3, 4
Broń bitewna - 1, 2, 3
Pistolet - 1
Muszkiet - 1, 2
Wiedza magiczna - 1
Okultyzm - 1
Blef - 1
Czytanie emocji - 1
Nasłuchiwanie i wypatrywanie - 1, 2
Jeździectwo - 1
Postępowanie ze zwierzętami - 1
Teologia - 1
Historia - 1
Naprawa - 1
Opatrywanie ran - 1
Sztuka przetrwania - 1, 2
Ukrywanie - 1
Plotki - 1
Etykieta - 1
Szkoła szermiercza: Gord
Przy udanej akcji obronnej, mogę zdecydować, że jednak przyjmuję cios (redukuję poziom rany do minimum draśnięcia), przejmuję inicjatywę i kość, której nie wykorzystałem do obrony, wykorzystuję do ataku.
W walce z kilkoma przeciwnikami, jeśli wyrzucę k20, mam prawo do wykorzystania kolejnej kości.
Biegłość: Przede wszystkim obrona
Patron: św. Dagobert
Akcje szermiercze:
Ruch: Atak
Kroki - 5
Ruch: Obrona
Praca nóg - 3
Unik - 3 (+3)
Odskok - 9
Rapier: Atak
Pchnięcie proste - 3 (+3)
Pchnięcie ze zwodem - 0
Ponowienie - 1
Wypad - 3
Pchnięcie pozorne - 7 (+3)
Zbicie - 4
Rapier: Obrona
Zasłona II - 6 (+3)
Zasłona I - 7 (+3)
Riposta - 3
Wyprzedzenie - -3
Miecz: Atak
Cięcie zwykłe - 1 (+2)
Cięcie z zamachu - –2
Ponowienie - –1
Zbicie miecza - 2
Miecz: Obrona
Odbicie - 4
Zasłona - 5 (+1)
Wyprzedzenie - –5
Walka w zwarciu:
Atak - 3
Walka w zwarciu:
Obrona - 5
Hugo

