Imię: Dominic Laurent
Nazwisko rodowe: Le Moigne De Tourille
Tytuł: Hrabia (-25 pierścieni)
Pochodzenie: Cynazja
Cecha z pochodzenia: cynazyjski umysł (-20% PD za rozwój)
Profesja: Żołnierz
Cecha z profesji: brak (+2000 k z retuszu)
Pamiętnik postaci
Historia
Okres młodzieńczy
Jestem Cynazyjczykiem z krwi i kości. Do dziś wspominam przepiękny krajobraz Tourille rodzinnej ziemi otaczającej posiadłość. Ojciec mój, Michel Sourtis Le Moigne, miał tam duży majątek ziemski, dwór i parę wsi pod swą jurysdykcją.
Matka była piękną i pełną temperamentu kobietą. Jej uroda potrafiła przyćmić nawet Dwórki z Kindle. Ona też przyczyniła się do upadku naszego rodu. Ale po kolei...
W domu odebrałem dobre wychowanie. Jako drugi syn miałem być przeznaczony do służby Jedynemu, lecz los tak zagmatwał moje życie, że nie doszło do tego. Kiedy mój ojciec i starszy brat pociągnęli, ze zmobilizowanym przez siebie oddziałem z Tourille, na front Agaryjski, 12 letni chłopak, którym wówczas byłem został w domu by pilnować interesów i chronić matkę oraz 2 siostry.
W 2 lata po wyjeździe ojca do posiadłości dotarł list kondolencyjny. Mój brat Francis poległ na polu bitwy z Valdorem. W tej samej bitwie ojciec został ciężko ranny, co zapowiadało jego rychły powrót do domu. Tak się jednak nie stało. Ojciec nigdy nie dotarł do rodowej posiadłości.
Matka nigdy nie była wierna ojcu. Już wcześniej spotykała się z innymi mężczyznami, którzy licznie odwiedzali posiadłość. Kiedy ojciec nie wrócił z wojny bardzo zbliżyła się do niejakiego Arevilda De Bouckanon, znanego w Kindle, z dziwnych powiązań szlachcica. To zapoczątkowało w późniejszym czasie lawinę tragicznych wydarzeń.
Jako, że ojca uznano za zaginionego matka poślubiła De Bouckanona. Spychany na margines życia, nie lubiany przez ojczyma, postanowiłem zaraz po osiągnięciu pełnoletności pójść w ślady ojca i brata i pomścić na Valdorze ich śmierć. Jak postanowiłem tak też zrobiłem.
Zostawiłem za sobą rodzinny dom i skupiłem się na prywatnej vendetcie.
Okres na froncie Agaryjskim
Walka w Agarii nie przyniosła mi ukojenia i nie sprawiła że odnalazłem swoje miejsce na ziemi. Okrucieństwa wojny przerosły moja najczarniejsze wizje. Gwałty, grabieże, mordy w imię Jedynego i odwrotnie w imię ciemności zachwiały moją równowagą psychiczną. Zrozumiałem że wbrew naukom Kościoła świat nie jest czarno-biały, lecz raczej skąpany w odcieniach szarości.
Ogólna wiedza i bystry umysł i heroiczna głupota pozwoliły mi na dość szybki awans do rangi kapitana.
Podczas bitwy nad Modrą Rijeką moją kompanię wycięto w pień, a ja sam zostałem ciężko ranny i trafiłem do Valdorskiej niewoli. Byłem zdumiony, gdyż wbrew przewidywaniom, wyleczono mnie i traktowano z honorami. Za pomocą potężnej magii uleczono moje śmiertelne rany. Zostałem wywieziony w głąb Valdoru, z dala od linii frontu.
Opiekowała się mną młoda kobieta Ucali, deviria rzekłbyś Panie, lecz wiedz że nikt przed nią nie okazał mi takiej troski i uczucia. Była najpiękniejszą istotą jaką w życiu widziałem. Uroda mej matki była przy niej niczym. Była moją "La perle", do dziś pozostaje nią we wspomnieniach.
3 miesiące później została bestialsko zamordowana, a wcześniej zniesławiona przez "świętego" Rycerza z Kary. Front się przesunął bardzo szybko, ona i jej współplemieńcy nie zdołali uciec. Karyjczycy wymordowali wszystkich Valdorczyków z ich kobietami, starcami i dziećmi, jak również ludzkie rodziny, które mieszkały za Modrą Rijeką. Przy życiu pozostawiono tylko mnie, gdyż pasowałem do opisu zaginionego przez 3 miesiącami oficera.
Jako bohater wojenny zostałem odznaczony orderem, lecz nie mając powodu do dumy i nie mogąc pogodzić się z prowadzeniem wojny na wyniszczenie, nie przyjąłem go.
Jako rekonwalescent zostałem odesłany do domu. Wracałem tam cierpiąc. Bolesne wspomnienie o śmierci bliskiej mi Ucali, podsycało nienawiść do niesprawiedliwego świata, świata który zadrwił sobie ze mnie. Niedość, że nie pomściłem ojca i brata, to zrozumiałem że nie podzielam ich ideałów i nie rozumiem sprawy, za którą walczyli i umierali.
Los znowu zadrwił ze mnie. Dziwne jego koleje sprawiły, że droga do domu zajęła mi 10 lat i wiodła niemalże przez wszystkie kraje Dominium. Wróciłem w końcu, lecz...
Powrót do domu
...Tourille przywitało mnie chłodno.
Matka nie żyła od dawna. Zmarła na gruźlicę.
Ojczym roztrwonił większość majątku. Czego nie zajął komornik Królewski, rozgrabili sąsiedzi. Jako jedyny męski spadkobierca fortuny wypędziłem go na cztery wiatry. Starsza z sióstr Amelia wyszła za mąż i od dawna już mieszkała poza Tourille. Młodsza Leokadia (kiedy wyjeżdżałem była malutka), okazała się mieć zaburzenia psychiczne i lęk przed światem zewnętrznym.
Tak oto zostałem postawiony w nowej sytuacji. Musiałem być ojcem dla siostry i jeszcze zadbać o dwór.
Poza zniszczonym domem, budynkami gospodarczymi, kaplicą, cmentarzem i małą wsią (nazwa wsi to Troiche) nie zostało mi nic. Dwór został okradziony, zginęła również Perła, rodowy symbol.
Zacząłem odbudowę. Nająłem na nowo ludzi, również takich, którzy wcześniej służyli w posiadłości. Kazałem odnowić fronton dworu, cmentarz i kaplicę. Na mój rozkaz odbudowano bramę wjazdową, na której na nowo namalowano herb rodu Le Moigne.
W sekretnym schowku odnalazłem weksle i papiery wartościowe ojca. Okazało się, że Le Moigne mają wieczyste prawo do dzierżawy okrętu "Crespo" w Gildii Morskiej "Astreoun" w Kindle. Muszę sprawdzić czy Gildia uszanuje wydany niegdyś dokument.
Czas obecny
Pozostały mi strzępki wspomnień o dawnej potędze rodu, zniszczony dwór i skrawek ziemi z jedną wsią oraz bramą wjazdową, na której nadal widnieje nasz herb, biała perła w rombie, na niebieskim tle oraz napis "La Perle de Tourille". Lecz sama perła, przekazywany z pokolenia na pokolenie symbol rodu, została zrabowana. To kolejny powód do przybicia.
Jestem przywódcą tajnej organizacji rezydującej w Tourille. Jej sekretna nazwa to "Ucali".
Celem organizacji jest walka z nietolerancją kościoła i świeckimi konserwatystami widzącymi w Valdorze jedynie zagrożenie.
Nie pochwalamy magii, wierzymy w Jedynego, lecz mamy bardziej liberalne poglądy. Pragniemy wzniecić nowy, rozumny, ogień wiary w umysłach i sercach cynazyjczyków, a później może innych mieszkańców Dominium.
Ostatnio wiecznie przed czymś uciekam. Mam spore ambicje i prowadzę podwójne życie, ba nawet potrójne (patrz tajemnica).
Wygląd
Mam ponad 35 lat. Jestem średniego wzrostu, krępej budowy ciała. Mam lekki brzuszek.
Ciało oszpecone jest kilkoma bliznami, pamiatkami po wojnie.
Lewą pierś zdobi tatuaż, herb rodowy.
Twarz okrągła, ciemne blond włosy, wyplywające spod czarnego kapelusza.
Duże, szare, podkrążone oczy. Krótko przycięta broda (styl hiszpanski).
Ubranie szlacheckie, podróżne (koszula - rękawy z koronkami i wydatnym kołnierzem, kaftan rozszerzany u dołu, zdobiony jedwabiem, takież same pludry, skórzane bryczesy). Kapelusz z piórem. Rękawiczki skórzane. Sygnet rodowy.
Jakim jestem człowiekiem?
Na pewno jestem człowiekiem sprawiedliwym i honorowym.
Jestem jednak zmęczony otaczającym mnie światem. Żyje tylko dzięki swojemu tępemu uporowi, który nie pozwala mi się poddać i zakończyć tej mizernej egzystencji. Jestem już stary i zgorzkniały, nie potrafię się cieszyć życiem.
Ostatnio brak mi bodźca do działania. Czuje się pusty i osamotniony. Brak mi pokrewnej duszy, wsparcia, może wiernej kobiety.
Co sądze o Dominium?
Nie spełnia roli dla której zostało powołane. Valdor to nie agresor. To cywilizacja, która broni się przed narzucanym na siłę postępem. Dominium służy zwiększaniu potęgi i tak już potężnych mocarstw, jak choćby Kord czy Matra. Wrogiem ludzkości jest brak duszy, który zarzucamy deviria. Brak zasad moralnych, które winny być kręgosłupem rozwoju cywilizacyjnego. Ludzkość upada, nie przed naporem zewnętrznego wroga, lecz wroga wewnętrznego tj. pokus, braku honoru i prawdziwej szczerej wiary, a nade wszystko dobroci, współczucia i zrozumienia.
Tak wiem, co rzekniesz Panie. Nie mam go i ja. Lecz w przeciwieństwie do innych pracuje nad tym by się zmienić.
Magia i ciemność...
Magię kojarzę raczej z frontem Agaryjskim. Zawdzięczam jej życie i resztki godności. Jestem dzieckiem Kościoła Jedynego i staram się zachować moją potarganą duszę w zgodzie z wiarą, lecz nie jest to proste. Zrozumiałem bowiem, że wbrew naukom Kościoła świat nie jest czarno-biały, lecz raczej skpąny w odcieniach szarości.
Jakie są moje motywacje?
Doczekać bardziej tolerancyjnych czasów. Odbudować rodzinną fortunę. Zreformować cynazyjską myśl o świecie. Założyć rodzinę.
Tajemnica
Wypędzony ojczym postanowił się na mnie zemścić. Jakimś cudem udało mu się dowiedzieć o mojej organizacji i postanowił mnie szantażować. Umówiłem się z nim na spotkanie w głuszy i z zimną krwią go zamordowałem.
Niestety kamień uruchomił lawinę nieprzewidzianych zdarzeń. Ktoś był świadkiem mordu i udało mu się zbiec.
Najszybciej jak mogłem opuściłem posiadłość zostawiajšc siostrę i dobra pod okiem przyjaciela. Bojąc się o własne życie ponownie musiałem opuścić rodzinne strony.
Po tym jak emocje opadły zdałem sobie sprawę, że jestem mordercą. Zabiłem człowieka z zimną krwią. Postąpiłem nielepiej niż Karyjczyk, którego potępiałem za mordy na froncie Agaryjskim. Czuję, że poniosłem wewnętrzną klęskę. Sam zaprzeczyłem swoim ideałom. W konfrontacji ze światem realnym nie wytrzymałem presji. Jestem rozgoryczony. Mój świat wewnętrzny legł w gruzach.
Potrzebuję spokoju i odkupienia. Znów jestem w drodze. Już od ponad roku.
Współczynniki główne:
Budowa: 14
Zręczność: 16
Spryt: 16
Spostrzegawczość: 14
Wiarygodność: 19
Wytrwałość: 19
Opanowanie: 12
Wiara: 11
Współczynniki pomocnicze:
Refleks: 17
Autorytet: 15
Wiedza ogólna: 12
Fechtunek: 16
Dusza: 16
Wartość umiejętności łącznie: 30 pkt.
Umiejętności Poziom Koszt
Atletyka 1
Wysportowanie 3 5
Rapier 3 5
Broń bitewna 1
Pistolet 3 5
Muszkiet 1
Wiedza magiczna 1
Okultyzm 1
Blef 3 5
Czytanie emocji 2 2
Nasłuchiwanie i wypatrywanie 1
Zbieranie informacji 2 2
Jeździectwo 2 2
Postępowanie ze zwierzętami 1
Teologia 1
Historia 1
Naprawa 1
Opatrywanie ran 1
Sztuka przetrwania 1
Ukrywanie 2 2
Plotki 1
Etykieta 2 2
Akcje szermiercze:
Ruch: Atak(kroki 6);
Ruch: Obrona(Praca nóg 5 (+1), Unik 6 (+2), Odskok 10)
Rapier: Atak(Pchnięcie proste 5 (+2), Pchnięcie ze zwodem 4 (+3), Ponowienie 1, Wypad 6 (+2), Pchnięcie pozorne 8, Zbicie 5);
Rapier: Obrona(Zasłona II 6, Zasłona I 7, Riposta 5 (+2), Wyprzedzenie -2)
Miecz: Atak(Cięcie zwykłe 1, Cięcie z zamachu -1, Ponowienie -1, Zbicie miecza 3)
Miecz: Obrona(Odbicie 4, Zasłona 5, Wyprzedzenie -4)
Walka w zwarciu: Atak(4 (+1))
Walka w zwarciu: Obrona(5)
Umiejętności dodatkowe: brak
Biegłości: zasłona peleryną (-1 do wyniku kości obrony. Jeśli akcja obronna się uda przeciwnik traci 2 PP),
Szkoła szermiercza: cynazja
Szkoła szermiercza bonusy: - 5 PP deklaruje serce lub oko. Wybrana k20 jest kością ataku. Obrońca szykuje obrone. Jeśli przegra to rana jest śmiertelna.
Dodatkowo mimo remisu na kościach trafiam draśnięciem.
Patron: brak
Zamożność:
Wsie: 0
Pierścienie: 0
Kordiny: 100
Posiadłosć:
Zniszczony, ograbiony dwór w Tourille - koszt 1 wieś (zamiast 3 wsi, jako że jest to ruina, bez wyposażenia i bogactw), utrzymanie (nowego dworu 20k6 kordinów rocznie, myślę że mojego około 10k6)
Dochody:
Mała wioska (średnio zamożna) - koszt 1 wieś, dochód 200 kordinów rocznie,
Udziały w Gildii Morskiej - wartość 1 wieś, dochód 20+20k6 kordinów zysku za rejs.
Tytuły i laury:
Tytuł kapitana w armii - koszt 15 pierścieni
Sojusznicy:
Sybille La Croix - Przyjaciel (więź 5), koszt 3 pierścienie - szlachcianka, ostatnia ze swego rodu. Niezamężna. Jej posiadłość została niedawno zlicytowana. Przez wzgląd na dawną przyjaźń między rodami przyjąłem ją pod dach.
Oddana przyjaciółka i opiekunka dla Leokadii. Liczę że pod moją nieobecność zajmie się dworem.
Kobieta na swój sposób ładna i miła. Względem mnie nieśmiała, względem innych twarda i nieustępliwa. Piękne blond włosy, smukła kibić. Wydaje mi się, że przywiązała się do mnie. Zapewne z wdzięczności.
Jondahl Bursmussen - Przyjaciel (więź 5), koszt 3 pierścienie - szlachcic z Vermer, ambasador tegoż kraju, osiadły w Cynazji w Kindle. Współzałożyciel Stowarzyszenia "Ucali", moja prawa ręka. Lojalny przyjaciel. Poznałem go w Agarii. Koszmar wojny również na nim odcisnął swoje piętno.
Ivica Simic - Pomocnik towarzyszący (więź 1), koszt 2 pierścienie -ochroniarz i sługa w jednym. Nająłem go w Kindle, gdzie żebrał o pracę na ulicy. Mało wiem o tym człowieku. Jest mrukiem. Niezbyt dobrze zna mój język. Nie ma jednego oka, nosi przepaskę. Jest wiernym kompanem i sługą, dopóki mu płacę. Nie sądzę by był lojalny gdyby zabrakło mi Kordinów.
Ekwipunek podróżny:
Rapier, sztylet, wams, pludry, pas, sakwa, koń pod siodło (100 k), juki, ciepły koc, sygnet rodowy,
Pistolet (1 szt.):
- ładunki prochu 20 szt.
- pociski 20 szt.
Morgonn